Tematyka śmierci zaczyna być coraz bardziej obecna w życiu Chrystusa. Woń nardu miesza się z trupim odorem. Cud przywrócenia do życia Łazarza paradoksalnie przynosi (prócz wiary niektórych) cień śmierci. Jezus musiał przeczuwać już podczas wizyty w domu swoich przyjaciół z Betanii zbliżającą się śmierć. Wychodził jej naprzeciw, posłuszny woli Ojca, ale po ludzku przenikała Jego myśli. W takich chwilach nawet niewidoczne, malutkie gesty bliskości są kojącym balsamem (olejkiem?...) dla duszy. Nard posiada intensywny i zarazem ciepły, musujący aromat. Można więc przyjąć, że to symbol ciepłej, żywej obecności. Taki zapach rozprzestrzenia się po całym pomieszczeniu.
Jednak psuje go zimny, nieczuły, pełen kalkulacji stosunek Judasza z Kariotu wobec jego mistrza. Ewangelista Jan nazywa go „złodziejem”. Na pewno złodziejem ciepła oraz czułości rozkwitłej w domu w Betanii. Takie nastawienie do innych przynosi wcześniej czy później osobistą tragedię.
Gest Marii jest gestem prorockim: zapowiada zbliżającą się śmierć Jezusa. Zwyczaj żydowski nakazywał godny pochówek dla bliskich, który poprzedzany był balsamowaniem zwłok. Używano do tego też nardu (rzadko ze względu na jego cenę), ale również i mirry (tuż po narodzinach trzej mędrcy przynieśli ją w darze nowonarodzonemu Jezusowi) lub innych wonnych olejków.
W naszym życiu możemy być dla innych jak wonny olejek, którego nawet kropla łagodzi ich poczucie samotności, oddala lęk, przywraca zapach życia. Ale możemy być też tymi, którzy roztaczają wokół smród egoistycznych zachowań. W życiu można bowiem albo pachnieć dobrem, albo śmierdzieć grzechem.
4 komentarze:
Dawać swym życiem przykład innym to szlachetna i chrześcijańska postawa. Ale jak to czynić skoro wiemy, że sami nie dajemy sobie rady w pewnych sytuacjach? Egoizm jest podstępny i rozgościł się w różnych obszarach naszego życia. Często jest niedostrzegalny i dopiero Słowo uwidacznia go i daje impuls do rozważań i dalszego przeciwdziałania złu. Jak to się dzieje, że grzech mimo, że brzydko pachnie tak chętnie jest „goszczony” w naszym zakamarkach duszy? Co gorsza człowiek przyzwyczaja się do owego odoru do tego stopnia, że zapach dobra podrażnia jego zmysły. Każdy z nas potrzebuje świeżego zapachu życia tylko nie zawsze jest tego świadomy i nie zawsze chce się na to zgodzić. Dla nas takim olejkiem jest Bóg…i ten dar od Niego powinno się rozpowszechniać dalej. Naśladować Go i pachnieć Jego Prawdą …a wtedy woń samoczynnie dotrze do innych..Zapach olejku pokonana w nas grzech…. Czy tak?
ks
PIERWSZE CZYTANIE: Czytanie z Księgi proroka Izajasza. To mówi Pan: "Oto mój sługa, którego podtrzymuję, wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na nim spoczął; on przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy". Tak mówi Pan Bóg, który stworzył i rozpiął niebo, rozpostarł ziemię wraz z jej plonami, dał ludziom na niej dech ożywczy i tchnienie tym, co po niej chodzą:
"Ja, Pan, powołałem cię słusznie, ująłem cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności".
Iz 42, 1-7
Zapach olejku rozszedł się po całym domu. Ale by to nastąpiło, trzeba wpierw uzbierać na niego sporo denarów (kosztowny jest, więc trudno go zdobyć, wymagany jest wysiłek), otworzyć flakon nie patrząc na oburzenie innych (trzeba więc odwagi, wyjście poza siebie). Potem ten zapach dobra inni odczuwają i chcą w nim przebywać. A i na pewno... też sobie zafundować. No, to właśnie jest świadectwo chrześcijan:)
super wyjaśnienie :)
Prześlij komentarz