poniedziałek, 24 maja 2010

Jeden brak i do widzenia


        Kiedy już wybierał się w drogę, przybiegł ktoś i padając przed Nim na kolana, pytał Go: "Nauczycielu dobry, co mam zrobić, aby stać się dziedzicem życia wiecznego?" Jezus mu odpowiedział: "Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt dobry, tylko jeden Bóg. Przykazania znasz: Nie zabijaj, nie popełnij cudzołóstwa, nie ukradnij, nie złóż fałszywego zeznania, nie dopuść się grabieży, czcij ojca swego i matkę". Tamten Mu oświadczył: "Nauczycielu, to wszystko dokładnie zachowywałem od swojej młodości". Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: "Jednego ci brak: idź, sprzedaj, co masz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź ze mną". Po takiej radzie tamten sposępniał i odszedł smutny. Miał bowiem wiele posiadłości (Mk 10,17-22)

 

Sława Jezusa jako nauczyciela wraz z Jego nauczaniem i cudami, które czynił, obiegała okolice Judei oraz Jerozolimy. Wielu słyszało o mistrzu z Galilei. Wielu też poszukiwało w Nim odpowiedzi na swoje wątpliwości, pytania i życiowe dylematy. Do nich zalicza się bezimienny człowiek (czyli: to może być każdy z nas!), który zapytuje o zbawienie. To także nasze pytanie: co mamy czynić, aby wejść do życia wiecznego?

Jezus daje wskazówkę, którą zna ten człowiek. Więcej: on tę drogę już przemierza od długiego czasu. To przestrzeganie Bożych wskazań zapisanych na kamiennych tablicach Przymierza. Z pewnością nie łatwe. Dlatego Jezus z miłością spojrzał na tego człowieka.

Człowiek ten, pomimo iż kroczył drogą Bożą, odczuwał, że coś hamuje go w drodze; coś ciągnie ku ziemi; jakiś niepokój nie daje mu pełni szczęścia oraz radości. Jezus rozpoznał, co to było. Chcąc mu pomóc, nazywa problem po imieniu i daje podpowiedź, co z nim uczynić; jak go definitywnie rozwiązać.

Nie jest łatwo oddać wszystko (całego siebie) dla Boga i sprawy Jego Królestwa. Nie chodzi w tej historii o bogactwo jedynie materialne, lecz o każdy rodzaj bogactwa, które zawsze odciąga od Boga. To może być coś lub ktoś, kto zajmuje pierwsze miejsce w życiu człowieka. Za Chrystusem może kroczyć jedynie człowiek wolny od wszelakich łańcuchów ciągnących go ku ziemi.

Uczniowie Jezusa nie byli wcale ludźmi ubogimi, rybacy i celnicy należeli bowiem do grupy średnio zamożnych ludzi. Oni potrafili jednak zrezygnować ze swej materialnej pozycji i pójść za Jezusem, nie do biedy, lecz oddać się w ręce dobrego Boga, znającego ich potrzeby i posiadającego wszystko. Jezus wskazuje na rolę całkowitego zaufania Jahwe, a nie swojemu bogactwu, jakiekolwiek cenne by nie było.

Któż więc może być zbawiony?... Ten, kto zaufał Panu i kroczy Jego drogami. Kto będzie miał skarb w niebie?... Ten, kto porzuci siebie i wyjdzie naprzeciw Boga w innym człowieku, ofiarując mu bogactwo swojego czasu, słowa, pomocy.

Kto więc może być zbawiony?... Ty i ja. Jeśli tylko tego z serca zapragniemy.


17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bogaty młodzieniec chce czynić więcej niż dotychczas, dlatego idzie do Jezusa.Jest uczciwy w swoich zamiarach, odczuwa głód czegoś lepszego , może nawet doskonałości ?
Jezus patrzy na niego, i kocha go , akceptuje , docenia tę postawę , i mówi do niego
Chcesz być doskonały , sprzedaj wszystko , rozdaj ubogim. To jest całkiem nowa skala wartości - zostawić to co się posiada , nie troszczyć sie o to , iść i nasladować.
Paralela mojego życia..
Głód za czymś więcej , głód za zyciem swiadomym , dlatego idę do Jezusa. Chrystus potwierdza moją postawę...Ale czy Chrystus posiada u mnie pierwsze miejsce ?
Z czego jestem gotowa zrezygnować dla Niego ?
Ile jest warta moja miłość do Niego ?
Przy modlitwie również Go spotykam.
On patrzy na mnie , i mówi...
Jak ja reaguję na to?
ja , bogaty młodzieniec

To jest dziwne , bo czasami chcę zrobić więcej , mam zbożne zamiary, a równocześnie chcę jak najmniej dać z siebie. Z mojej dumy , czasu , wolności , planów.
Często myślę , że On chce ode mnie decyzji , ale to nie takie proste.
Nie mogę rozstrzygnąć radykalnie , przerażają mnie Jego miary wartości.Bo to jest walka z hierarchią wartości. Z pieniędzy można coś mieć , mogę sobie na coś pozwolić , widzę to i odczuwam. Jeżeli mam tylko Jego wtedy .....
nie mogę niczego uchwycić , odczuć
Jest mi jeszcze za trudno wierzyć w to , że On ten Niepojęty jest o wiele więcej wart niż to co uchwytne. Chciałabym się uwolnić od tego wszystkiego , móc zrezygnować z wielu rzeczy , może nawet z wszystkiego ?, chciałabym należeć tylko do Niego .
Nie mam posiadłości o jakich Chrystus mówi.
Inne bogactwa już wymieniłam , wszystkie są od Niego, czy mam je zwrócić ?
Został mi do rozdania jeden świat , swiat samej siebie. Ogarnia mnie smutek, ale inaczej nie mogę.
No cóz..Żegnaj Mistrzu


przypadkowy gość

TOMASZ J. CHLEBOWSKI pisze...

Czasami ta doskonałość, do której się dąży i którą rzekomo się posiada (jak niektórzy w głębi siebie myślą)jest poważną przeszkodą, by zobaczyć Cel. W tym wszystkim gubi się sens drogi. Zapatrzenie w siebie, w swoją rzekomą perfekcję powoduje, że traci się z oczu Zbawiciela. Przestaje być On potrzebny, bo Jego miejsce stopniowo zajmuje osoba owego "doskonałego" człowieka. Samemu nikt się nie może zbawić. Bo jest tylko jeden Mesjasz, Jezus Chrystus. Bez Niego nic uczynić nie możemy.
Dzięki za obszerny komentarz, niech Pan daje nam oczy zwrócone nie na siebie, lecz na Niego! I będzie wtedy ok:))

Anonimowy pisze...

Zwrócone oczy ku Niemu ?
Myślę , że to jest marzeniem ? , a może abstrakcją niejednego człowieka . Czasem potrzeba kogoś , kto wskazałby drogę, zwrócił uwagę na przeszkody.

Nie zawsze chcieć , oznacza móc


Przypadkowy gość

TOMASZ J. CHLEBOWSKI pisze...

A nie sądzisz, że właśnie w tym kimś przychodzi Jezus? Zwrócić oczy ku Jezusowi to odnajdywać Jego obecność, widzieć Go - również np. w człowieku, który chce nam pomóc. Jeśli to marzenie, to ja je realizuję często w życiu. Dla mnie to nie abstrakcja lecz fakt. Powodzenia w zwracaniu się ku Niemu:)

Anonimowy pisze...

Gdybym tak nie sądziła, to bym tego nie napisała.
Ano właśnie wystarczy tylko ? a może aż spotkać takiego człowieka.



przypadkowy gość

Unknown pisze...

Nie trzeba marzyć o spotkaniu z kimś niezwykłym. Że niby to coś mogłoby zmienić. Jest w nas niezwykłość. Ona jest dla innych a świadomość że sę przydaje, że potrzebna to najpiękniejsze spotkanie z samym sobą.

Anonimowy pisze...

Piotrze
Nie napisałam , ze marzeniem jest spotkać kogoś niezwykłego.
Pisząc to zdanie o marzeniu
miałam na myśli móc w ogóle podnieść swój wzrok ku Bogu.




przypadkowy gość

Unknown pisze...

Może Źle zinterpretowałem. Moja wina. Mam taką tendencję szukania świętości pomiędzy ludźmi i w nich. Przepraszam.

iza pisze...

czy wystarczy tylko pragnąć zbawienia, a wiara i uczynki podejmowane z miłości?
a oddanie całego siebie, wszystkiego i wszystkich, wymaga ciągłego czuwania nad sobą i można tutaj skierować się ku dążeniu do doskonałości, która znów skupia człowieka na sobie i koło się zamyka...

Unknown pisze...

Dlatego te pozornie zwyczajne relacje pomiędzy ludźmi wydają mi się takie niezwykle ważne i w nich doszkuje się cudu. I ciesze się kiedy taki (zdaje mi się czasem) jest i moim udziałem.
Piotr

Anonimowy pisze...

I ja podobnie jak Ty Piotrze , myslę o relacjach między ludźmi.
W sumie chyba każdy napotkany człowiek jest dla mnie cudem.
Dzięki częstym pobytom w szpitalach , poznałam bardzo dużo ludzi. Gdybym była zdrową osobą , może bym ich spotkała, ale pewnie w innych okolicznościach. A to już nie byłoby to samo.
Tak właśnie myślę ..każdy spotkamy człowiek na szpitalnym korytarzu jest dla mnie cudem. ;)


To samo odnoszę do wirtualnego świata. Dla mnie pod każdym nr Gadulca kryje się człowiek , czy każdy piszący do mnie listy na elektroniczną pocztę.

Tak Piotrze masz rację, relacje między ludźmi są naprawdę niezwykłą sprawą..

Przepraszam x Tomasza , że odbiegłam od tematu.
Dziękuję za wyrozumiałość ;)


Przypadkowy gość

Anonimowy pisze...

I ja podobnie jak Ty Piotrze , myslę o relacjach między ludźmi.
W sumie chyba każdy napotkany człowiek jest dla mnie cudem.
Dzięki częstym pobytom w szpitalach , poznałam bardzo dużo ludzi. Gdybym była zdrową osobą , może bym ich spotkała, ale pewnie w innych okolicznościach. A to już nie byłoby to samo.
Tak właśnie myślę ..każdy spotkamy człowiek na szpitalnym korytarzu jest dla mnie cudem. ;)


To samo odnoszę do wirtualnego świata. Dla mnie pod każdym nr Gadulca kryje się człowiek , czy każdy piszący do mnie listy na elektroniczną pocztę.

Tak Piotrze masz rację, relacje między ludźmi są naprawdę niezwykłą sprawą..

Przepraszam x Tomasza , że odbiegłam od tematu.
Dziękuję za wyrozumiałość ;)


Przypadkowy gość

Unknown pisze...

Ksiądz Tomasz cieszy sie zapewne że jest przyczyną rozmowy w której przecież o dobro chodzi. Ono zawsze jest najważniejsze i myślę, że w nim można zobaczyć zarówno Boga jak i poprzez nie człowieka obok.
Porzucić siebie jak pisze x.Tomasz "i wyjść naprzeciw Boga w innym człowieku" to nic innego jak mieć w sobie ten cud o którym ja myślę, czyli potrafić kochać drugiego dla niego samego. Ot tak.
Także myślę , że niedaleko jesteśmy w tej rozmowie. Bardzo dziękuję. Tym bardziej że pewnie ja zdrowy nie wszystko mogę zobaczyć tak jasno.

Anonimowy pisze...

Piotrze
Choroba przywraca wzrok , i widzi się jaśniej , wyrażniej. Mało tego, uczy jak się cieszyć z każdego danego dnia , każdej drobnostki. To co się niejednokrotnie zdrowym wydaje , że się od życia należy , człowiek chory wie , że tak nie jest.
Ja miałam to szczęście , że od zawsze miałam kontakt z ludzmi chorymi. Wpierw rodzinny dom , potem oddałam kilkanaście lat swojego życia ludziom niepełnosprawnym. Wtedy wydawało mi się to normalne . Dziś po latach myślę , że to było swego rodzaju lekcją , przygotowaniem mnie , na przyjęcie tego co mam. Nie załuję tamtych chwil spędzonych z tymi ludzmi. Dzięki takim chwilom , zdaję najważniejszy egzamin w życiu. Egzamin z bycia człowiekiem . Z sentymentem powracam do dawnych lat. Kochałam to co robiłam , i robię do dnia dzisiejszego. Dostałam trudne lekcje życia, ale nie mam o to żalu . Może to zabrzmi dziwnie , ale cieszę się że zostałam przygotowana na takie a nie inne zycie. Ktoś chyba wiedział , ze sobie raz lepiej, raz gorzej , ale poradzę. Dzięki tamtym ludziom nauczyłam się przyjmować życie takie jakie jest, i przekazywać to dalej. Nie zatrzymuję dobra dla siebie .
Ale czy przychodzi mi to z łatwością ?
czy nie przechodzę burz w swoim życiu ?
czy zawsze godzę się ze wszystkim ?
Nie...

I znów odbiegłam od tematu , przepraszam.


Przypadkowy gość

TOMASZ J. CHLEBOWSKI pisze...

Piotr mnie zna widzę dobrze:)) Dziękuję za każdy głos, cenne jest wspólnie dzielić się sobą i myślami. W tym też jest Pan! Pozdrawiam, modlę się za Was wszystkich.

Anonimowy pisze...

Ja nie znam Cię x Tomaszu w ogóle, stąd wolałam przeprosić , że odbiegłam od tematu. Tak jakoś mi się pisało..:)
Polubiłam x Twój blog .
Staje się on miejscem gdzie mogę odpocząć , wymienić się z innymi myslami .
Dziękuję , i dobrze , że jesteś , jesteście :)

Pozdrawiam


przypadkowy gość

TOMASZ J. CHLEBOWSKI pisze...

Dziękuję:)))) Ten blog po to jest, bo dzielić się Słowem, by przenikało nas i by wnosiło nieco dobra w nasze życie.