czwartek, 5 sierpnia 2010

Nasze myśli nieuczesane


         Od tamtego czasu zaczął Jezus wyjaśniać swoim uczniom, że jest potrzebne, aby On udał się do Jerozolimy i doznał wielu cierpień ze strony starszych, i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie, i aby przyjął śmierć, i aby trzeciego dnia zmartwychwstał. Piotr wziąwszy Go na bok, zaczął Go upominać mówiąc: "Na litość, Panie! Nie może to przyjść na Ciebie". A On, zmieniony, rzekł do Piotra: "Odejdź ode Mnie, szatanie! Jesteś moim zgorszeniem, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku" (Mt 16,21-23)


Tożsamość Jezusa jako Syna Bożego wyraża się w zgodzie na wypełnienie misji zleconej przez Ojca. To w niej odnajduje sens swojego życia. Ku niej świadomie je kieruje i do niej zmierza. Choć przecież wiedział, że z ludzkiego punktu widzenia to całkowita klęska. Dozna wielu cierpień, odrzucenia przez swój ukochany lud, a w końcu zamordują Go w okrutny sposób. Lecz wie też, że to nie koniec, bo miłość musi zatriumfować. Bóg musi zwyciężyć! Dlatego potrzeba Jego wyniszczenia „aby trzeciego dnia zmartwychwstał”. A wraz z Nim wszyscy ci, którzy w swoim życiu będą umieli umierać dla siebie, by żyć dla innych.

Przejdą przez wiele cierpień. Ale cierpienie, prócz tego że przynosi ból, oczyszcza. Wyzwala. I weryfikuje naszą chrześcijańską tożsamość.

Piotr nie chce zgodzić się, żeby ukochany Mistrz cierpiał. Nie życzy Mu tego (bo kto by i życzył najbliższym nieszczęścia?). Jezus zmienia jednak perspektywę patrzenia na to, co ma przyjść. Piotr dostaje surową reprymendę. Ma uczyć się patrzeć na świat, wydarzenia – nie tak, jak mu podpowiada tylko rozum, ale jak wskazuje drogę Słowo.

Może i nam, napotykając rozmaite przeciwności, strapienia, cierpienie, trzeba bardziej myśleć po Bożemu, a nie po ludzku? Inaczej będziemy szli za podszeptami szatana. Inaczej będziemy zgorszeniem. Nie zgadzając się z wolą Ojca, nigdy nie odkryjemy naszej tożsamości. Tego, kim tak naprawdę jesteśmy.


2 komentarze:

morze myśli pisze...

Umierać dla siebie by żyć dla innych to wielka sprawa....

x. TOMASZ JAN CHLEBOWSKI pisze...

Owszem, ale do tego jesteśmy przecież powołani:) Pozdrawiam, z Bogiem! Dzięki za komentarz.