niedziela, 5 kwietnia 2020

Pięć aktów dramatu





Gdy On jeszcze mówił, przyszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: „Ten, którego pocałuję, to On; Jego podchwyćcie”. Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: „Witaj, Rabbi”. I pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” Wtedy rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?” W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: „Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków”. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli (Mt 25,47-56)

     Agresja elity narodu żydowskiego sięga kulminacji. Intryga przygotowana, zdrajca przekupiony. Czas tylko ustalić szczegóły spisku. Dramaturgia tego fragmentu ma wiele płaszczyzn.
     Scena nr 1 dramatu. Wynajęta zgraja rzezimieszków z mieczami i kijami zbliżają się do Jezusa, jak najemnicy zatrudnieni jako zaganiacze na jakimś polowaniu. Syn Boży potraktowany został jak zwierzę. Nie na darmo Izajasz w swoim proroctwie zapisał: „Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, […] wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53,3). Tak naprawdę nikt z zatrudnionych do pojmania Jezusa nie zastanawiał się nad sytuacją, liczyła się tylko dla nich zapłata za pojmanie owego wroga narodu i zabójcy, jak pojmowali jego Osobę arcykapłani i starsi ludu.
     Scena nr 2 dramatu. Judasz, jeden z grona wybranych spośród wielu, uczniów, zdradza Mistrza. I to w sposób nasycony ironią. Pocałunek, znak powszechnie uznany jako gest bliskości, intymności i miłości, staje się znakiem zdrady. Nauczyciel, świadom sytuacji oraz czynu swojego ucznia, nazywa go przyjacielem. Bez ironii. Jak zawsze, nadal do samego końca wierzy w człowieka.
     Scena nr 3 dramatu. Jak sfora wściekłych psów, grupa najemników rzuca się na Jezusa. Naturalny odruch obrony ze strony jednego z uczniów (ewangelista Jan wspomina, że był to apostoł Piotr) mieczem odciął ucho jednemu ze sług arcykapłanów (Jan precyzyjnie zanotował, że było to prawe ucho a sługa ów nazywał się Malchus, zob. J 18,10) Nawet w ostatniej swej drodze, Nauczyciel dostrzega, jak niewiele nauczyli się Jego uczniowie. Czyżby te trzy lata prowadzonej przez Niego edukacji nie przyniosły żadnych owoców? Zdarzenie jest okazją do kolejnej lekcji dla uczniów. Krótka mowa Jezusa, ale jakże bogata w treść! Nie ma kompromisów w miłości bliźniego, nie ma zemsty i chęci odwetu, jest przebaczenie. Więcej, jest odpłata dobrem za zło.
     Scena nr 4 dramatu. Uczniowie opuszczają Mistrza. Uciekają. Strach, panika, dezorientacja, spontaniczna próba ratowania swojego życia? Jezus zostaje sam. Pozbawiony tych, którym ufał, a otoczony hałaśliwą zgrają najemników. Empatycznie rozumie uczniów wobec tej trudnej dla nich sytuacji. Nawet, gdy kolejny raz zawalili próbę wierności Mesjaszowi. Jezus doskonale zna proroctwo Izajasza o Słudze Jahwe. Wie, że „Wszyscy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53,6).
     Scena nr 5 dramatu. Nasze życie. Czy faktycznie ufamy Jezusowi i Jego Ewangelii? Czy nie zdradzamy Go wielokrotnie – nawet każdego dnia, nie sprzedajemy, nie uciekamy od praktyki Jego nauczania? W zamian za wygodę życia, kolaborację z mechanizmami tego świata, często oddalamy się od Mistrza. Ale On czeka z darem przebaczenia, które przemienia tych, którzy tego naprawdę pragną, i zanurzyć się w miłosierdziu Pana bez granic.

sobota, 4 kwietnia 2020

Narada







Wielu spośród żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić (J 11,45-53)

     Wskrzeszenie Łazarza było cudem, wobec którego nie można było przejść obojętnie, wytłumaczyć go czy zlekceważyć. Wielu uwierzyło w Jezusa jako Mesjasza. Ale również dla wielu wydarzenie to stało się przysłowiową ością w oku. Zaczynają się rozgrywki polityczne oraz intrygi władzy, które mają na celu wyeliminowanie Nazareńczyka. Rozpoczyna się budowa planów, jak to zrobić, knucia intryg, szukania okazji do zniszczenia tego niewygodnego człowieka.
     Sprawa jest poważna. Przywódcy religijni zwołują Wysoką Radę. Narada posiada charakter obrad sztabu kryzysowego jakiejś zagrożonej instytucji. Widać więc, jak bardzo elita żydowska czuła zagrożenie ze strony Jezusa. Obawiają się o swoją pozycję i władzę nad ludem. Polityka przesłania wszelką moralność. Ambicje i władza często zatwardzają ludzkie serce. Nie są w stanie ujrzeć człowieka, odkryć prawdę o nim. Dlatego nie rozpoznali w Nim Zbawiciela, lecz buntownika i bluźniercę, który czyha na posiadaną przez nich władzę. Co może przerażać: swoją niegodziwość i ślepotę próbują zgodnie uzasadnić, usprawiedliwić… dobrem ludu. Kreują się na zbawców narodu, a w rezultacie zabijają w sobie (a wkrótce i fizycznie) osobę niewinnego.
     Bóg potrafi budować dobro nawet na zgliszczach moralności człowieka. Tak stanie się i tym razem. Proroctwo arcykapłana Kajfasza wypełni się w sposób przez nikogo nie oczekiwany. Wszak Jezus przyszedł na ziemię po to, by wypełnić w sposób doskonały wszelkie proroctwa. Również to najważniejsze, które mówi, że Mesjasz odda życie za naród i za każdego człowieka.
     Także za nas, którzy często uciekamy od słuchania Słowa, mijamy je z obojętnością, nie podejmujemy wyzwania kroczenia jego wskazaniami, odrzucamy, uznajemy za zbyt trudne by realizować, nieaktualne dla dzisiejszego człowieka. Knujemy, jak je sprytnie zinterpretować w sobie, by usprawiedliwić własną niegodziwość. Jak bardzo podobni jesteśmy do ewangelicznych faryzeuszów!

     A Bóg?... Po prostu próbuje zachęcić każdego z nas, byśmy na zgliszczach naszego życia doświadczali wspólnie z Nim wielkich cudów miłości Ojca.