środa, 9 grudnia 2020

Ciężar jak miód

 


Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30)

 

     Jezus zachęca do przyjścia wszystkich utrudzonych i obciążonych. I po co?... Żeby wzięli Jego jarzmo na siebie. Jarzmo ciąży. Czyżby Nauczyciel chciał nałożyć dodatkowy ciężar na kark przybywających? Albo go dołożyć?

     Brzemię, o którym mówi Jezus jest słodkie i lekkie. Można wnioskować, że to jarzmo Ewangelii i brzemię miłości. Droga za Chrystusem nie jest łatwa, i On tego nie ukrywa. Miłość również zawsze wymaga wiele wysiłku i trudu. Umierania dla własnych egoizmów, by bardziej być dla innych. Jednak to dwa życiowe ciężary, które koją dusze człowieka, która zawsze jest spragniona kochania i bycia kochanym.

     Przyjdźcie. Weźmijcie. Uczcie się od Jezusa. A znajdziecie ukojenie. To właśnie jest streszczeniem tego fragmentu Mateuszowej Ewangelii.

wtorek, 8 grudnia 2020

Zgoda Miriam

 


Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” Wtedy odszedł od Niej anioł (Łk 1,26-38)

 

     Rozmowa młodej Izraelitki z aniołem ukazuje Jej wnętrze. Ze swojej strony właściwie pyta. To nie tylko ciekawość, ale głównie próba dobrego zrozumienia przesłania. Do końca nie zrozumiałego i tajemniczego.

     Takie są czasami Boże drogi. Objawiane i z początku nie do końca pojmowane. Ale kiedy się je przyjmie z ufnością (wiarą) i podąży za Słowem, to zaczną się dziać wielkie działa miłości Jahwe. Niektóre wcześniejsze zakryte sprawy zaczną się stopniowo rozjaśniać.

     Bóg mówi przez posłańca do Maryi: „Nie bój się!”. Bo kiedy przyjmiesz wyzwanie, będzie towarzyszyć tobie łaska. Doświadczysz w swoim życiu, że Bóg jest Mistrzem rzeczy niemożliwych.

     To dotyczy każdego, kto zdecyduje się świadomie wkroczyć w plany Ojca, jakie napisał dla każdego z nas. To nie przeznaczenie z góry nałożone jak wyrok na każdego człowieka. bo przecież jesteśmy wolni we własnych wyborach i decyzjach, a Bóg nie bawi się naszym życiem. Dlatego właśnie w momencie zwiastowania Miriam z Nazaretu, pokorna Służebnica miłości Pana, odpowiada „Fiat!”; niech się tak właśnie dzieje! I… zadziało się! Wkrótce narodził się Zbawiciel. On rodzi się na nowo w każdym momencie w wierzących, którzy dają pozytywną odpowiedź wobec woli Ojca wobec nich.  

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Sparaliżowane serce

 


Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i Jerozolimy. A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać. Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: „Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?” Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: „Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy powiedzieć: "Wstań i chodź?" Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” — rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga. Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: „Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj” (Łk 5,17-26)

     Paraliż to efekt jakiejś choroby. Ogranicza on, utrudnia albo wręcz uniemożliwia właściwe funkcjonowanie człowieka. Nawet w zakresie podstawowych czynności życiowych. Może mieć różne podłoże oraz czas trwania. Może być czasowy, a może trwać do końca życia.

     Paraliż lewej ręki z punktu widzenia medycznego może wskazywać na jakieś zaburzenia pracy serca. Jest on niepokojącym objawem mogącym poprzedzać zawał. Nie wiadomo, dlaczego i w jakim stopniu był sparaliżowany człowiek, którego troskliwi przyjaciele spuścili przez dach przed Jezusa. Można jednak spojrzeć na ten fragment w aspekcie duchowym, który dodatkowo podkreśla duchowy charakter zdziałanego cudu.

     Paralityk cierpiał na serce. Może miał problemy z miłością? Sparaliżowane serce to też serce zalęknione, które boi się nawiązywać relacje z innymi ludźmi. Zranione. Chrystus dostrzega ten stan wnętrza paralityka, który jest źródłem jego choroby; jego cierpienia. Dotyka przyczyny tej sytuacji, jaką jest grzech. Dlatego odpuszcza jemu grzechy.

     Otoczenie jest zbulwersowane tym faktem. Uznaje go za jawne bluźnierstwo, zamiast cieszyć się z uzdrowienia paralityka. Na potwierdzenie zbawczej mocy Syna Bożego, Jezus poleca, by sparaliżowany wstał (z dna swoich grzechów i ciemności), wziął łoże (swoich problemów, cierpień, choroby) i wrócił do swojego domu (do siebie, odzyskał swoją godność, wrócił do swojego życia)

     Tylko Chrystus, Bóg – Człowiek, posiada w sobie moc uzdrowienia ludzkiego serca, które może być na różne sposoby i z różnych przyczyn sparaliżowane. Wiara wstawiająca się za innymi może mieć w tym swój udział. To jest również rolą Kościoła: wstawiać się za potrzebującymi u Ojca oraz prowadzić ich z miłością przed oblicze Tego, który posiada moc uzdrawiania wszelkich chorób, cielesnych i duchowych, człowieka.