wtorek, 1 lutego 2011

Krwawa historia


       Pewna kobieta, która od dwunastu lat chorowała na upływ krwi i wiele zniosła ze strony licznych uzdrowicieli, wydając cały swój majątek, a jednak nie doznając poprawy, lecz raczej popadając w stan coraz gorszy, kiedy dowiedziała się o Jezusie, podeszła w tym tłumie z tyłu i dotknęła Jego płaszcza. Mówiła sobie: "Jeśli dotknę choćby Jego płaszcza, będę ocalona". Rzeczywiście od razu zaschło w niej źródło krwi i poczuła w ciele, że jest wyleczona z tej dokuczliwości. Jezus również od razu poczuł w sobie, że wyszła z Niego moc. Odwrócił się w tym tłumie i zapytał: "Kto dotknął mojego płaszcza?" Jego uczniowie powiedzieli Mu: "Widzisz, że tłum pcha się na Ciebie ze wszystkich stron, a pytasz: "Kto mnie dotknął?"" Powiódł wzrokiem wkoło, aby zobaczyć sprawczynię tego. Wtedy kobieta przestraszyła się i czując, co ją spotkało, podeszła z drżeniem, padła przed Nim i wyjawiła Mu całą prawdę. On jej powiedział: "Córko, twoja wiara przyniosła ci ratunek. Odejdź w pokoju i bądź zdrowa od swojego cierpienia" (Mk 5,25-34)

 

W symbolice biblijnej krew oznacza życie. Lecz również w myśli  greckiej pojęcie to związane jest ze sferą emocjonalną człowieka. Można więc przypuszczać, iż kobieta cierpiąca na upływ krwi miała problemy ze swoimi emocjami. Taki stan rzeczy wyniszcza, stwarza w człowieku niepokój, skazuje go na wewnętrzne umieranie. Kobieta z ewangelii szuka więc jakiegoś ratunku. Jakiegokolwiek. Biega po różnych uzdrowicielach, szarlatanach, którzy zamiast pomagać, napełniają sobie kieszenie bazując na naiwności ludzkiej. Człowiek chory odda wszystko w zamian za choćby cień nadziei na wyzdrowienie.

Jezusa traktuje jako kolejną szansę na rozwiązanie swoich problemów. Postrzega Go jako cudotwórcę. Lecz... jest w niej również wielka wiara, która jest konieczna, by stał się cud. I on się staje! Jedno, jedyne dotknięcie płaszcza Chrystusa. Potrzeba było do tego też odwagi: trudu przeciśnięcia się przez napierający tłum, pokonania strachu przed karą za złamanie Prawa (jako kobieta, i w dodatku chora na upływ krwi, więc: nieczysta, nie mogła nawet zbliżyć się do Nauczyciela z Nazaretu).

Nasza wiara, by przyniosła owoce, musi być połączona z odwagą jej potwierdzenia oraz wyznania. Wiara, która nie przynosi świadectwa, jest jedynie przykładem skarłowaciałej postaci egoizmu. Wielu ludzi ma problemy z własną emocjonalnością. Dotknięcie Jezusa, które przychodzi przez Kościół, potrafi uleczyć od cierpienia i przynieść pokój. Byleby więc dotknąć jedynie rąbka płaszcza Jego miłosierdzia!


poniedziałek, 31 stycznia 2011

Egzorcyzm


       Dotarli na drugi brzeg jeziora, do kraju Gerazeńczyków. Gdy tylko wysiadł z łodzi, zaraz zastąpił Mu drogę człowiek z grobowca, będący w mocy nieczystego ducha. Miał on swoje siedlisko w grobowcu. Nikt nie mógł go związać nawet łańcuchem. Bywał on wielokrotnie zakuwany w dyby i łańcuchy, lecz łańcuchy były przez niego rozrywane, a dyby łamane. Nikt nie mógł dać mu rady. Nocami i dniami wrzeszczał i ranił się kamieniami wśród grobów i gór. Kiedy z daleka zobaczył Jezusa, przybiegł i padł przed Nim w pokłonie. Z wielkim wrzaskiem wołał: "Co się tu do mnie wtrącasz, Jezusie, Synu Boga Najwyższego!? Zaprzysięgam Cię na Boga, nie dręcz mnie!" Rozkazywał mu bowiem: "Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka". Zapytał go też: "Jak ci na imię?" Odpowiedział Mu: "Moje imię Legion, bo wielu nas". I prosił Go bardzo o to, aby ich nie odsyłał poza tę krainę. A pasło się tam na stoku góry wielkie stado świń. Poprosiły Go zatem mówiąc: "Poślij nas w te świnie, abyśmy w nie weszli". Pozwolił im. Wyszły więc duchy nieczyste i wstąpiły w świnie. Wtedy stado - około dwóch tysięcy - rzuciło się ze stromego urwiska do jeziora i w tym jeziorze utonęło. Jego pasterze uciekli i zanieśli wiadomość do miasta i do wsi. Przybyli zobaczyć, co się stało. Przyszli do Jezusa i zobaczyli, że ów opętany siedzi odziany i przy zdrowych zmysłach, ten właśnie, który miał w sobie "Legion". Strach ich ogarnął. Świadkowie opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Zaczęli wtedy Go prosić, aby odszedł z ich kraju. Kiedy wsiadał do łodzi, prosił Go ten wcześniej opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Nie pozwolił mu, lecz mu powiedział: "Idź do swojego domu, do swoich. Opowiedz im, co Pan dla ciebie uczynił i jak okazał ci litość". Odszedł i zaczął rozgłaszać w Dekapolu, co Jezus dla niego uczynił. Wszyscy się dziwili (Mk 5,1-20)

 

Obraz egzorcyzmu dokonanego przez Jezusa pobudza naszą wyobraźnię. Ewangelista Marek sugestywnie pokazuje moc Mesjasza, który posiada władzę nad złymi duchami. To moc samego Boga uwalniającego człowieka spod panowania szatana.

Stan opętanego poganina (prawdopodobnie mieszkańca Gerazy) nie wzbudza wątpliwości co do jego duchowego zniewolenia. To stadium zaawansowanego opętania. Nic dziwnego, zamieszkiwał w nim „Legion”, czyli wiele demonów. Nawet: bardzo wiele. Legion rzymski liczył około czterech tysięcy żołnierzy. Składał się przede wszystkim z ciężkozbrojnej piechoty. Tak nasilone zło musiało więc całkiem opanować opętanego, pustosząc jego wnętrze.

A pomimo tego... już na sam widok (!) Jezusa, zło musi uniżyć się, oddać pokłon i przyznać swoją porażkę w zetknięciu z Bogiem.

Bardzo często doświadczamy rozmaitych pokus, które prowadzą do zła. To podszepty szatańskie, które; gdy im ulegamy, powoli zamieniają pokój w strach, porządek w nieład, piękno w brzydotę, sens życia w rezygnację z życia. To czyni w nas grzech, który jest narzędziem w ręku szatana.

Szatan kusi. Lecz jako wolne istoty, możemy się temu przeciwstawić. Opowiedzieć się przeciwko złu i grzechowi. Oczywiste, że sami nie podołamy w walce ze złem. Lecz przecież jest Boży Syn, który już zło zwyciężył na krzyżu. Im bliższy z Nim kontakt, tym większa pewność, iż nic złego się nam nie przydarzy. Bo na sam dźwięk Jego Imienia drży całe piekło.


niedziela, 30 stycznia 2011

Szczęśliwi


    Zobaczywszy te gromady, wszedł na górę. Gdy usiadł, przybliżyli się do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i uczył ich, mówiąc: "Błogosławieni ubodzy w duchu, bo ich jest królestwo niebieskie. Błogosławieni płaczący, bo oni doznają pocieszenia. Błogosławieni łagodni, bo oni odziedziczą ziemię. Błogosławieni, którzy są głodni i pragną sprawiedliwości, bo oni zostaną nasyceni. Błogosławieni miłosierni, bo oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czyści w sercu, bo oni Boga zobaczą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, bo oni nazwani zostaną dziećmi Boga. Błogosławieni prześladowani z powodu sprawiedliwości, bo ich jest królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy was znieważą, i oskarżą, i kłamiąc powiedzą o was wszelkie zło z mojego powodu. Cieszcie się i weselcie, bo wasza nagroda w niebie wielka. Przecież przed wami tak samo prześladowali Proroków (Mt 5,1-12)


Tajemnicy szczęścia człowieka nie należy szukać na ziemi. Jej pełnia znajduje się w Bogu. Dotyczy więc sfery duchowej. Nie znaczy to, że owego szczęścia człowiek autentycznej wiary nie może kosztować już tu, na ziemi. Życie wieczne i szczęście ma swój początek w naszym ziemskim życiu.

Błogosławiony, z gr. makarios, tzn. szczęśliwy. Błogosławieństwo Jahwe przynosi szczęście. Często jednak owo szczęście pojawia się po okresie trudu i cierpienia. Bóg pragnie szczęścia człowieka bardziej niż czegokolwiek. Bo osoba kochająca tego właśnie życzy i to stara się zapewnić osobie kochanej. Dlatego Chrystus wyjawia nam w ewangelii trudną tajemnicę szczęścia, która jest procesem. Jest drogą, którą trzeba z wysiłkiem pokonywać aby osiągnąć cel. A każdy człowiek, bez wyjątku, chce być szczęśliwym. Tylko, że często szuka swoich własnych dróg do tego. Bywa, że zdradliwych, rodzących jedynie ból oraz kolejne rozterki.

Dla chrześcijan jedynym programem do szczęścia jest Bóg i Jego Słowo, które wskazuje, jak kroczyć w drodze do obietnicy.