wtorek, 31 stycznia 2012

Wiara i krew


Pewna kobieta, która od dwunastu lat chorowała na upływ krwi i wiele zniosła ze strony licznych uzdrowicieli, wydając cały swój majątek, a jednak nie doznając poprawy, lecz raczej popadając w stan coraz gorszy, kiedy dowiedziała się o Jezusie, podeszła w tym tłumie z tyłu i dotknęła Jego płaszcza. Mówiła sobie: "Jeśli dotknę choćby Jego płaszcza, będę ocalona". Rzeczywiście od razu zaschło w niej źródło krwi i poczuła w ciele, że jest wyleczona z tej dokuczliwości. Jezus również od razu poczuł w sobie, że wyszła z Niego moc. Odwrócił się w tym tłumie i zapytał: "Kto dotknął mojego płaszcza?" Jego uczniowie powiedzieli Mu: "Widzisz, że tłum pcha się na Ciebie ze wszystkich stron, a pytasz: "Kto mnie dotknął?"" Powiódł wzrokiem wkoło, aby zobaczyć sprawczynię tego. Wtedy kobieta przestraszyła się i czując, co ją spotkało, podeszła z drżeniem, padła przed Nim i wyjawiła Mu całą prawdę. On jej powiedział: "Córko, twoja wiara przyniosła ci ratunek. Odejdź w pokoju i bądź zdrowa od swojego cierpienia" (Mk 5,25-34)

Krew była w kulturze żydowskiej symbolem życia; jego nośnikiem. Kobieta mogła więc przez dwanaście lat nie radzić sobie ze swoim życiem. Przeciekało (upływało) jej przez palce, nie mogła zbudować w nim nic konkretnego oraz stałego. Na pewno znalazła wielu doradców, uzdrowicieli czy ówczesnych psychiatrów. Jednak sytuacja tylko się pogarszała.
W takiej sytuacji człowiek szuka z każdej strony ratunku. Lecz z każdym kolejnym zawodem, wiary stopniowo ubywa. A to ona przynosi ratunek, stanowiąc żywą więź ze Zbawicielem.
Kobieta cierpiąca na krwotok dotknęła rąbka płaszcza Jezusa. Została uzdrowione ze swej przypadłości. Tak wielka jest moc Chrystusa! Czy więc chrześcijanie, spożywający Ciało Jezusowe, nie winni zostać całkiem uzdrowieni ze swoich dolegliwości? Jeżeli tak się nie dzieje, może trzeba zapytać o stan naszej wiary.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Legł legion


Dotarli na drugi brzeg jeziora, do kraju Gerazeńczyków. Gdy tylko wysiadł z łodzi, zaraz zastąpił Mu drogę człowiek z grobowca, będący w mocy nieczystego ducha. Miał on swoje siedlisko w grobowcu. Nikt nie mógł go związać nawet łańcuchem. Bywał on wielokrotnie zakuwany w dyby i łańcuchy, lecz łańcuchy były przez niego rozrywane, a dyby łamane. Nikt nie mógł dać mu rady. Nocami i dniami wrzeszczał i ranił się kamieniami wśród grobów i gór. Kiedy z daleka zobaczył Jezusa, przybiegł i padł przed Nim w pokłonie. Z wielkim wrzaskiem wołał: "Co się tu do mnie wtrącasz, Jezusie, Synu Boga Najwyższego!? Zaprzysięgam Cię na Boga, nie dręcz mnie!" Rozkazywał mu bowiem: "Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka". Zapytał go też: "Jak ci na imię?" Odpowiedział Mu: "Moje imię Legion, bo wielu nas" (Mk 5,1-9)

Ziemia pogańska jest miejscem zamieszkiwania licznych demonów. Także ta ziemia naszego serca, gdy tylko choć trochę stanie się pogańska, nafaszerowana pogańskim stylem życia, pogańskimi obyczajami. Wystarczy zrobić nieco miejsca diabłu, a on na pewno nie omieszka ominąć człowieka. Długo nie trzeba go zapraszać.
A wtedy człowiek taki przebywa pośród grobów – swoich nieuporządkowanych, cuchnących spraw, poranionej historii. Że nawet we śnie krzyczy z bezsilności.
Wystarczy postawić sobie przed oczy Jezusa, a wtedy wszelkie zło musi uznać swoją porażkę; uklęknąć przed Nim. Nawet więcej: musi potwierdzić synostwo boże Jezusa.
Ze złem się nie pertraktuje. Od zła się ucieka. Nie tam, gdzie pieprz rośnie, ale tylko w kochające ramiona Zbawiciela. Tylko w nich możesz poczuć się naprawdę bezpiecznie.

niedziela, 29 stycznia 2012

Wujek samo zło


Przybyli do Kafarnaum. Tam wkrótce wszedł w szabat do synagogi i uczył. Byli zdziwieni Jego nauką, bo pouczał ich jak ktoś mający władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Nagle w tej ich synagodze pewien człowiek dostał się pod wpływ nieczystego ducha. Zaczął z wrzaskiem wołać: "Co się tu do nas wtrącasz, Jezusie z Nazaretu!? Zniszczyć nas przyszedłeś!? Wiem, ktoś Ty: Święty Boga!!!" Jezus skarcił go mówiąc: "Zamilcz i wyjdź z niego". Rzucił nim duch nieczysty, krzyknął wielkim głosem i wyszedł z niego. Wszyscy byli tym tak zdumieni, że zastanawiali się między sobą mówiąc: "Co to jest? To nowa nauka, oparta na jakiejś mocy! Nawet nieczystym duchom wydaje rozkazy i słuchają Go". I wieść o Nim prędko dotarła do każdego miejsca w całej galilejskiej krainie (Mk 1,21-28)

Cuda Jezusowe wchodziły w skład Jego nauczania. Gesty dopełniają słowa. Cuda potwierdzają mesjańską tożsamość Jezusa.
Zły duch jest zawsze krzykliwy. Chce zagłuszyć wszystko dookoła, by człowiek słyszał tylko jego głos. To zniewolenie. Chęć przywłaszczenia go sobie dla swoich potrzeb.
Jednak Jezus nie pozwala na to. Naucza, i jest to nauka mającego władzę. Biorąc ją sobie do serca, żyjąc nią, jesteśmy w stanie odeprzeć zło. Bo wraz ze swoim słowem, przychodzi nam z pomocą sam Święty Boży.
Krzyki demonów wydają się dominować nad wszystkim. Lecz wystarczy jedno słowo Zbawiciela, by umilkły. Kto wierzy prawdziwie, nie obawia się, że zło wyrządzi mu krzywdę. Chrystus już zwyciężył zło, i jest potężniejszy od wszelkiego zła.

sobota, 28 stycznia 2012

Wiary zdobywacze


Tamtego dnia późnym popołudniem, powiedział do nich: "Przeprawmy się na drugi brzeg". Zostawili tłum i zabrali Go, tak jak był w łodzi. Były z Nim także inne łodzie. Zerwała się wtedy gwałtowna wichura i fale wlewały się do łodzi, tak że łódź już się napełniała. On tymczasem spał na rufie, oparty na wezgłowiu. Budzą Go więc i wołają do Niego: "Nauczycielu, obojętne Ci to, że giniemy?" Wtedy On wstał, skarcił wicher, a jezioru rozkazał: "Zamilknij, bądź cicho". Uspokoił się wicher. Zrobiło się bardzo cicho. Do nich natomiast powiedział: "Dlaczego tak bojaźliwi jesteście? Nadal brakuje wam wiary?" Bo przerazili się bardzo i mówili jeden do drugiego: "Kimże On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne!?" (Mk 4,35-41)

Obojętność Chrystusa jest prowokacją mającą spowodować wiarę uczniów. To pozorny sen. Bo przecież przy Nim nic złego nie może się stać. To właśnie jest przedmiotem wiary: zaufanie, oddalające wszelką bojaźń. Takie wezwanie do bliskiego zaufania może nawet przerażać. Przeprawić się na drugi brzeg – to również: spojrzeć na daną rzeczywistość z innej perspektywy. Zmienić swój sposób patrzenia, odniesienia. Czyli: chodzi o to, co nazywamy nawróceniem.
Nasza wiara i jej brak, weryfikują się wobec spotykanych na naszej drodze burz. Nieznośne wichury targają nasze życie, i znikąd nie nadchodzi pomoc. Nawet ze strony Boga. Tak się przynajmniej nam wydaje. Lecz… to pozorny sen. Jeśli czujemy tuż obok siebie obecność Mesjasza – to jesteśmy pewni, iż nic złego nam się stać nie może. Na tym trzeba koncentrować się w chwili sztormu, a moment uciszenia burzy przyjdzie tak samo szybko, jak szybko i niespodziewanie nastała burza.

piątek, 27 stycznia 2012

Kłos - rzecze Głos


Mówił dalej: "Z królestwem Bożym jest tak, jak kiedy ktoś rzuci siew do ziemi. Czy on śpi czy czuwa, w nocy czy za dnia, ów siew kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Samoczynnie ziemia wydaje plon: najpierw źdźbło, potem kłos, potem pełne ziarno w kłosie. A kiedy owoc się skłoni, zaraz z sierpem posyła, bo żniwo już gotowe". Mówił dalej: "Z czym porównamy królestwo Boże albo z czym je zestawimy? - Z ziarnkiem gorczycy, które, gdy się je posieje w ziemi - jest ono mniejsze od wszystkich nasion na ziemi - otóż gdy się je posieje, ono pnie się do góry i staje się wyższe od wszystkich jarzyn, wypuszcza długie gałęzie, tak że w jego cieniu może ptactwo z nieba zakładać gniazda". W wielu takich przypowieściach głosił im słowo według ich zdolności słuchania. A bez przypowieści nie mówił do nich. Na osobności natomiast wyjaśniał wszystko swoim uczniom (Mk 4,26-34)

Tajemniczą rzeczywistość królestwa Bożego można jedynie przybliżyć. Jako, iż posiada charakter duchowy, każdy opis wydaje się być nieadekwatny. Poznanie królestwa dokonuje się bowiem we wnętrzu człowieka, tam też jest jego początek, wyrastający z ziarna wiary.
Niemniej, można mówić o charakterystyce królestwa. Nie jest to byt wyimaginowany, wykreowany z pomocą wyobraźni, ale konkretna, całkiem realna choć nieopisywalna, rzeczywistość.
Opowieść Jezusa dotyczy wzrostu królestwa. W małym ziarenku kryje się niezwykła płodność oraz siła wzrostu, której nic nie może zatrzymać. Chrystus mówi też o sobie, bowiem on jest ziarnem rzuconym przez Ojca na ziemię, które musi obumrzeć aby wydać plon. Ów dojrzewający owoc to wspólnota wiary, dając wielu schronienie (dom) przed zasadzkami tego świata.
Jednak chrześcijaństwo nie jest przytułkiem, do którego się ucieka. Założyć gniazdo wśród gałęzi Kościoła znaczy zadomowić się w nim. To nie przytułek ani schron, lecz dom. I tak sobie myślę, że najtrafniej określić Królestwo Boże jako dom miłości, w którym przez Chrystusa przy Ojcu gromadzi się rodzina kochających się braci i sióstr.

czwartek, 26 stycznia 2012

Pokój w pokoju


Potem wybrał Pan innych siedemdziesięciu dwóch i posłał ich przed sobą po dwóch do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam iść zamierzał. Mówił im: "Żniwo rozległe, robotników mało. Poproście więc Pana żniwa, aby wysłał do swojego żniwa robotników. Idźcie, oto ja was posyłam jak owce między wilki. Nie noście trzosa, ani torby, ani sandałów i nikogo po drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam będzie człowiek pokoju, wasze "Pokój" spocznie na nim; jeśli nie, wróci do was. W takim domu mieszkajcie, jedząc i pijąc to, co jest u nich, bo robotnik zasługuje na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą, uzdrawiajcie chorych, którzy w nim są, i mówcie im: "Już blisko was jest królestwo Boże" (Łk 10,1-9)

Wskazówki Nauczyciela dla rozsyłanych uczniów są bardzo precyzyjne oraz konkretne. Wszystko po to, by rzeczywistość Królestwa Bożego zaistniała pośród ludźmi. Jezus pragnie, by Jego zbawcza misja była przedłużana przez wspólnotę uczniów, którą my nazywamy Kościołem. Dlatego jednym z charakterystycznych jej rysów jest misyjność, świadcząca o żywotności i dynamice.
Łatwo można wypaczyć wskazania Jezusa, interpretując je do swoich potrzeb. Jednak Ewangelia nie pozostawia złudzeń. Tylko duchowe ubóstwo (z którego może wypływać też to materialne, dobrowolne ograniczenie do posiadania jedynie niezbędnych rzeczy) i radykalna wierność nauczaniu Pana, wskazuje prawdę Ewangelii. To trudna droga, ale jedyna prawdziwa: która prowadzi ku Królestwu.
Radykalność głoszenia nie oznacza agresji, natarczywości. Gorliwość w głoszeniu nie oznacza zapalczywości. Bo wszystko ma odbywać się w pokoju. Uczniowie w pokoju głoszą pokój. Jezus nie mówi o groźbach i złorzeczeniach względem nie przyjmujących przesłania. Tylko wskazuje,, iż w konsekwencji swojego wyboru nie doświadczą pokoju serca. Bo on jest jedynie w Bogu. I takie przesłanie dla strudzonych życiem wędrowców niosą chrześcijanie.

środa, 25 stycznia 2012

Głosiciele w duszy i ciele


I rzekł im: "Idźcie na cały świat i ogłoście ewangelię każdemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, otrzyma wyrok skazujący. Tym, którzy uwierzą, takie znaki towarzyszyć będą: w imię moje demonów usuwać będą, językami mówić będą nowymi, węże brać będą do rąk i choćby coś śmiertelnie trującego wypili, nie zaszkodzi im, na chorych ręce położą i oni dobrze czuć się zaczną" (Mk 16,15-18)

Wielki nakaz misyjny w ewangelii Markowej. Zasadniczym jego elementem jest wiara. Ona decyduje o zbawieniu. Marek w całej swojej ewangelii pragnie ukazać Jezusa jako Syna Bożego, zbawiającego świat. Więc to wiara w Niego stanowi nie tylko centrum Ewangelii, lecz centrum życia każdego wierzącego.
Mamy iść na cały świat. Cały nasz świat: nasze otoczenie, każde miejsce i czas, w którym aktualnie się znajdujemy. Najważniejsze, by w tym świecie być świadkiem wobec każdego spotkanego człowieka. A kto okaże się autentycznym świadkiem, nie braknie na jego drodze znaków, które wcześniej towarzyszyły Jezusowi i Jego apostołom. To dary Ducha Świętego, przenikającego wspólnotę Kościoła, ku zbawieniu każdego człowieka.
A wierzący mają być tego żywymi świadkami, którzy wcześniej doświadczywszy mocy Pana, głoszą Jego Imię pośród ludźmi.

wtorek, 24 stycznia 2012

Genotyp


Przyszła Jego matka i Jego bracia i zatrzymawszy się na zewnątrz, posłali do Niego, aby Go przywołać. A przy Nim siedziała wielka gromada. Powiedzieli Mu: "Oto Twoja matka, Twoi bracia i Twoje siostry czekają na Ciebie na zewnątrz". On w odpowiedzi rzekł im: "Kto jest moją matką i moimi braćmi?" Spojrzawszy po siedzących wokół siebie powiedział: "Oto moja matka i moi bracia. Kto spełni wolę Boga, ten będzie moim bratem, i siostrą, i matką" (Mk 3,31-35)

Z punktu widzenia naszej kultury europejskiej, wypowiedź Jezusa jest obelżywa albo jest przynajmniej pomniejszeniem znaczenia rodziny. Jednakże adresaci tej mowy nie byli zgorszeni, gdyż w judaizmie więzi łączące lokalną wspólnotę społeczną były ważniejsze niźli więzy rodzinne.
Misja Chrystusa skierowana jest nie tylko do najbliższych, lecz do każdego człowieka. Krąg przyjmujących Ewangelię rozszerza się. Jezus nie odrzuca swojej rodziny, ale swoimi słowami informuje, że Jego mesjańska misja skierowana jest do wszystkich, którzy zdecydują się na przyjęcie przesłania Dobrej Nowiny.
Więzy rodzinne zakładają podobieństwo; podobny genotyp. Sensem życia Jezusa było wypełnienie do końca woli Ojca. Stąd też, kto będzie wypełniał w swoim życiu wolę Boga, jednocześnie stanie się podobny Mesjaszowi. Zaistnieje swoiste braterstwo, potwierdzone przelaniem Krwi przez Baranka.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Moc i noc


A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że demony usuwa za sprawą tego przywódcy demonów. Przywołał ich i wyjaśniał im w przypowieściach: "Jak może szatan usuwać szatana? Jeśli jakieś królestwo dopuści do rozłamu w sobie, nie zdoła się ostać takie królestwo; i jeśli dom jakiś dopuści do rozłamu w sobie, ów dom nie zdoła się ostać. I jeżeli szatan wystąpiłby przeciw sobie i dopuściłby do rozłamu w sobie, nie zdołałby się ostać. Koniec z nim! Przecież nikt nie może wtargnąć do domu kogoś mocnego i zagarnąć mu jego rzeczy, jeśli najpierw tego mocnego nie zwiąże. Wtedy dopiero ograbi mu jego dom (Mk 3,22-27)

Chrystus od samego początku jest przeciwnikiem szatana. Antagonistą zła. Więc obelgą jest sugerować, iż działa mocą szatana w swojej misji. To nielogiczne, i Jezus wskazuje na ową sprzeczność samą w sobie. Królestwo Boga siłą rzeczy nie może zawierać w sobie nawet najmniejszego elementu królestwa szatana.
Jezus jest Tym, który objawia w sobie królestwo Boga. Dlatego przeciwstawia się złu. Egzorcyzmuje wielokrotnie opętanych, wskazuje na zasadzki zła w życiu człowieka. tak przybliża się królestwo.
Belzebub to imię jednego z demonów fenickich. Pośród demonów istnieje hierarchia, ustanowiona na zasadzie dominacji. Chrystusa posądzono zatem o piastowanie w niej jakiegoś miejsca. Jezus cierpliwie tłumaczy bezsensowność tego twierdzenia już u samych jego podstaw.
Moc Jezusa przeciwko złu jest z nami. Tylko trzeba chcieć jej doświadczyć. Doświadczając zaś, możemy być pewni, że żadne zło nas nie dotknie. Co nie znaczy, że miną wszelkie pokusy oraz zasadzki złego ducha. Mocni w wierze jednak możemy się temu wszystkiemu skutecznie przeciwstawiać.

niedziela, 22 stycznia 2012

Na rybki


A kiedy Jan został wydany, Jezus udał się do Galilei, występując jako herold ewangelii Boga. Mówił: "Czas się wypełnił. Już blisko jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie tej radosnej nowinie". Idąc nad Jeziorem Galilejskim, zobaczył Szymona i Andrzeja, Szymonowego brata, zarzucających sieci na jeziorze. Byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Chodźcie ze mną, a sprawię, że staniecie się rybakami łowiącymi ludzi". Z miejsca zostawili sieci i udali się za Nim. Gdy poszedł trochę dalej, zobaczył Jakuba, [syna] Zebedeusza, i jego brata, Jana. Oporządzali sieci w łodzi. Od razu ich wezwał. Oni więc zostawili w łodzi swojego ojca, Zebedeusza, razem z najętymi robotnikami i poszli z Nim (Mk 1,14-20)

Jest jakiś pośpiech w działaniu Jezusa. Dynamizm wezwań, przynaglanie. Widoczne w tym jest przejęcie, zatroskanie, i swoista doniosłość chwili. Udziela się to innym. Pierwsi powołani uczniowie zostawiają wszyscy, co było dla nich wartością, by poznać lepiej Wzywającego. Jak biblijny Abraham porzucają swoją ziemię, by pójść za głosem Boga.
Ryzyko i obietnica. Abraham miał być ojcem wielu narodów. Prości rybacy mają stać się rybakami ludzi. „Zostawili sieci”, które nie będą już potrzebne. Bo nowe łowienie nie odbywa się z pomocą sieci kolorowych kłamstw, manipulacji psychologicznych, systemów socjologicznych, werbunków, selekcji sekciarskiej.
Królestwo jest blisko. Nawrócenie i wiara Ewangelii Jezusowej potwierdzana codziennym życiem to pozytywna odpowiedź na wezwanie Nauczyciela.

sobota, 21 stycznia 2012

Psycho


Przyszedł do domu. Wtedy znowu zebrał się tłum, tak że oni nawet trochę chleba zjeść nie mogli. Kiedy Jego bliscy dowiedzieli się, przyszli, aby Go zatrzymać. Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów (Mk 3,20-21)

Misja Jezusa rozwija się coraz bardziej. Już nie pojedynczy ludzie, lecz całe tłumy szukają Nauczyciela z Nazaretu, aby słuchać nauk i być świadkami cudów. Niektórzy z ciekawości, niektórzy z chęci uzdrowienia, wielu też chcąc znaleźć kres swoich poszukiwań sensu życia. Dla ludzi Jezus spala się; nie ma nawet chwili odpoczynku, czasu dla siebie. Dobrowolnie, z pasji do człowieka, wypala się w służbie. To Jego misja.
Okazuje się, że niezrozumiała. Nawet dla bliskich. Dla wielu bowiem, którzy bardziej służą sobie niż innym (nawet pod pozorem misji dla innych), to nienormalne. Postawa Jezusa jest dla nich postawą dziwaka, szaleńca. Kogoś pozbawionego racjonalnego spojrzenia na życie, kto z jakichś przyczyn postradał zmysły.
Owe opinie o szaleńcu Jezusie były tak silne, że nawet najbliżsi byli zalęknieni. W obawie o Niego, chcą Go zatrzymać. Przeważnie takich szaleńców zaliczano do grona opętanych przez demony, a przepisaną karą za to była śmierć.
Chrystus od samego początku swojej zbawczej misji był „pożarty przez gorliwość o Boży dom”: o wspólnotę wiary w jedynego Boga Jahwe. Ta gorliwość towarzyszyła i towarzyszy zawsze prawdziwym Jego uczniom. Bez pasji i zupełnego oddania się sprawie nie ma bowiem rzetelnego świadectwa. I wcale nie chodzi tutaj o fanatyzm wiary, ale o konsekwentne życie służbą miłości bliźniego do samego końca i bez reszty. Na wzór Mistrza.

piątek, 20 stycznia 2012

Szkoła


Wszedł na górę i przywołał tych, których sam sobie wybrał. Poszli do Niego. Ustanowił Dwunastu i nazwał ich wysłannikami, [apostołami], aby byli przy Nim i aby ich wysyłać, by głosili orędzie i by mieli władzę wyrzucania demonów. Tak ustanowił Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr, i Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba (nadał im imię Boanerges, to znaczy Synowie Gromu), i Andrzeja, i Filipa, i Bartłomieja, i Mateusza, i Tomasza, i Jakuba, syna Alfeusza, i Tadeusza, i Szymona Kananejczyka, i Judasza Iskariotę, tego właśnie, który Go wydał (Mk 3,13-19)

Podczas swojej misji, Chrystus spotykał wielu różnych ludzi. W kulturze żydowskiej za czasów Jezusa nie było niczym dziwnym, że jakiś nauczyciel Prawa (rabbi) gromadził wokół siebie uczniów, którzy z nim chodzili, słuchali jego nauk, naśladowali. Tak tworzyła się swoista szkoła myśli oraz życia. Następnie uczniowie przedłużali owo nauczanie swojego mistrza.
Szkołą uczniów Jezusowych jest jednak specyficzną szkołą, nie skupioną jedynie na nauce. Ona jest orędziem; rzec można: narzędziem, które ma przynieść światu światło. Uczniowie dostaną też władzę wyrzucania demonów, która jest przywracaniem Bożego ładu w świecie. Staną się więc bezpośrednimi współpracownikami Syna Bożego w dziele uwalniania człowieka. Wyzwalania spod władzy zła. Do tego są wysłani (apostolos = wysłannik).
Liczba dwanaście nawiązuje do liczby biblijnych plemion Izraela. Jezus więc nie oddziela swojej mesjańskiej misji od Pierwszego Przymierza. To kontynuacja oraz wypełnienie dzieła zapoczątkowanego niegdyś przez Boga. Ma znaczenie eschatologiczne, i jako takie, jest ponadczasową misją, dzisiaj kontynuowaną przez Kościół.
Odrzucając wspólnotę Kościoła, nie można być uczniem-samotnikiem, bo z woli Bożej nauka w Jego szkole jest grupowa. Ucząc się być wśród ludzi, uczymy się Boga i siebie samego.

czwartek, 19 stycznia 2012

Samemu


A Jezus odszedł ze swoimi uczniami w stronę jeziora. Poszła za Nim wielka gromada z Galilei, a także z Judei, i z Jerozolimy, i z Idumei, i z terenów za Jordanem, i z okolic Tyru i Sydonu. Wielki tłum przyszedł do niego, bo słyszeli, czego dokonuje. Wtedy ze względu na ten tłum kazał swoim uczniom przygotować sobie łódź, aby nie cisnęli się na Niego. Tak wielu bowiem uzdrowił, że różni cierpiący bóle rzucali się na Niego, aby się Go dotknąć. Nawet nieczyste duchy, gdy Go zauważyły, padały przed Nim i z wrzaskiem wołały: "Ty jesteś Synem Boga!" Surowo je karcił, aby Go nie ujawniały (Mk 3,7-12)

Sztuką jest dostrzec w tłumie jednostkę. Zwłaszcza w zglobalizowanym świecie, gdzie widzi się tylko masę. Wielka gromada, wielki tłum – tak ewangelista Marek opisuje sytuację otoczenia Jezusa. Zdawałoby się, iż Jezus odniósł wielki sukces. Ma wielu zwolenników. Znawcy od PR (public relations) tak by to zapewne określili. Zadziwiające, że nawet złe duchy robią reklamę Jezusowi: „Ty jesteś Synem Boga!”.
Jednak Jezus nie szuka darmowej reklamy. Surowo karci demony, by Go nie ujawniały. Dlaczego? Bo wiedział, iż nie wszyscy są gotowi na przyjście Mesjasza. Bo Jego czyny mogą odebrać zbyt powierzchownie, skupiając się na nich a nie na tym, co za nimi stoi.
Chrystus patrzy na każdego z osobna. Nie widzi tłumu, lecz człowieka w nim. Tego potrzebującego uzdrowienia.
Rodzi się pytanie o nasze postrzeganie oraz doświadczenie Chrystusa: to osobiste; nie gdzieś zasłyszane i wytyczone przez opinię publiczną. Inni dadzą inspirację, może wytyczą szlak – ale nie zastąpią w nas intymnego spotkania ze Zbawicielem.

środa, 18 stycznia 2012

Czarno-widze


Kolejny raz wszedł do synagogi. Był tam człowiek mający rękę zupełnie drętwą. Obserwowali Go zatem, czy go w szabat uzdrowi, aby móc Go oskarżyć. On odezwał się do tego człowieka, który miał drętwą rękę: "Stań pośrodku". Tamtych natomiast zapytał: "Czy wolno w szabat uczynić coś dobrego lub coś złego, uratować życie lub zabić?" Oni milczeli. Wówczas z gniewem powiódł po nich wzrokiem i zasmucony twardością ich serca, powiedział do tego człowieka: "Wyciągnij rękę". Wyciągnął. Jego ręka znowu stała się zdrowa. A faryzeusze zaraz po wyjściu powzięli ze zwolennikami Heroda przeciwko Niemu postanowienie, że Go zabiją (Mk 3,1-6)

Bywa, i to nawet często, że w zamian za dobro człowiek otrzymuje zło w postaci niechęci, zawiści, a nawet nienawiści. To swoista śmierć. Boli tym bardziej, że niezasłużona. A jednak się zdarza.
Chrystus broni dobra. Nie waha się go czynić względem ludzi, bo jest przekonany o jego nadrzędnej wartości w życiu. O tym, że trzeba być dobrymi, gdyż człowiek posiada w sobie dobro od samego Stwórcy. Niby o tym wiemy, a jednak zamiast poszukiwać i odkrywać dobro w człowieku (stwarzać możliwość oraz szansę, by się odkryło!), bardzo często wyszukujemy najdrobniejsze uchybienia i zło. Niektórzy stali się od tego wręcz specjalistami. Jak przeciwnicy Jezusa. Dlatego „milczeli” i dlatego podjęli decyzję o zabiciu niewygodnego głosu prawdy, jakim jest Chrystus. Nie dziwi rozgoryczenie Nauczyciela twardością serca, które dostrzega wszystko w czarnych kolorach, nie dając dobru szansy zaistnienia.
Czy ów smutek Jezusa nie odnosi się i do nas?

wtorek, 17 stycznia 2012

Święty czas i człowiek


Kiedyś w szabat przechodził wśród zbóż. Jego uczniowie zaczęli po drodze zrywać kłosy. Faryzeusze pytali Go: "Dlaczego w szabat robią to, czego nie wolno?" Odpowiedział im: "Nigdy nie czytaliście, co zrobił Dawid, gdy znalazł się w biedzie i głodny był on sam i inni z nim? Jak wszedł do domu Bożego za czasów arcykapłana Abiatara i zjadł chleby pokładne, które wolno jeść tylko kapłanowi; a dał je także tym, którzy z nim byli?" Powiedział im jeszcze: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Dlatego Syn Człowieczy jest panem także szabatu" (Mk 2,23-28)

Szabat to wyjątkowy, święty czas. Chrystus nie neguje tego, i jak każdy członek narodu wybranego, szanował ten czas i uświęcał w swoim życiu. Jednakże podejście do świętowania i jego forma, wzbudzały wiele kontrowersji pośród Żydów. Jak wszystko, co nowe i inne, które często wydaje się skandaliczne, nieprawidłowe, błędne, nieważne. Przynajmniej na początku. Dla fanatyków religijnych zwłaszcza. Każdy detal odstępujący od zastanej normy kultu wydaje się poważnym uchybieniem, które szybko i radykalnie należy sprostować. Najłatwiej uczynić to niszcząc tego, który dopuszcza się owej „nieprawidłowości”.
Chrystus nie walczy o przepisy prawne, lecz o godność człowieka. On jest ważniejszy niż wszystkie przepisy. One mają służyć ludziom, a nie odwrotnie. Bo wtedy religia stanie się zimną, nieludzką, bezwzględną praktyką tak naprawdę nie mającą nic wspólnego z braterską wiarą. Bóg nie jest surowym prawodawcą egzekwującym swoje prawa wśród ludzi, lecz kochającym Ojcem. I Jego prawo ma prowadzić do tego, by człowiek nie zbłądził i sam się nie poranił w życiu, którego nie zna.
To właśnie objawił Chrystus w swojej Ewangelii. Obraz Boga, który od samego początku jest niezmienny w swojej miłości. Tylko ludzie inaczej Go postrzegają, i stąd rodzą się przyczyny jawnej lub utajonej agresji nie tylko względem Boga, ale też i innego człowieka.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Stare oraz nowe


Uczniowie Jana i faryzeusze pościli. Przyszli wtedy i zapytali Go: "Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?" Jezus odpowiedział im: "Czy mogą pościć drużbowie weselni, gdy pan młody jest z nimi? Jak długo mają przy sobie pana młodego, nie mogą pościć. Lecz przyjdą dni, kiedy pan młody zostanie im zabrany. Wtedy, w owym czasie, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty ze świeżego sukna do starego płaszcza. W przeciwnym wypadku to nowe uzupełnienie odrywa to, co stare, i rozdarcie robi się jeszcze gorsze. Nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym wypadku wino rozerwie bukłaki: wino się marnuje i bukłaki. Lecz młode wino - do nowych bukłaków" (Mk 2,18-22)

Kulty religijne, różne w swojej wymowie i wyrazie, zazwyczaj człowiek zestawia oraz porównuje. W jakiś sposób ocenia. Dopasowuje do swojej wiary, przekonań, widzenia.
Uczniowie Jana byli grupą żyjącą w duchu swojego bezpośredniego mistrza, Jana Chrzciciela. Głosił on chrzest nawrócenia oraz pokuty. Nic dziwnego, iż wzywał (zwłaszcza swych uczniów) także do postu, jako elementu przygotowania na nadejście Mesjasza.
I oto Mesjasz nadszedł. W jakiś sposób ich oczekiwanie się zakończyło. Czy lepiej rzec: zmieniło swój charakter. Post bowiem nie stracił na wartości, jedynie w jego centrum stanęła żywa osoba Jezusa Chrystusa. To Pan Młody przynoszący radość obecności, i nowość swojej nauki. Owa nowość nie pozwala zatapiać się w tym, co było. Dlatego Kościół nie zamyka się w skostniałych formach kultu, ale wychodzi naprzeciw człowiekowi. I wcale nie chodzi tutaj o spory między tradycjonalizmem a modernizmem, lecz o stale nowe kroczenie w Ewangelii Jezusowej.

niedziela, 15 stycznia 2012

Bieżący za Barankiem


Nazajutrz Jan znowu tam stał i jeszcze dwaj z jego uczniów. Kiedy napotkał wzrokiem przechadzającego się Jezusa, powiedział: "Oto Baranek Boży". Gdy dwaj jego uczniowie usłyszeli te słowa, poszli za Jezusem. A kiedy Jezus odwrócił się i zobaczył, że idą, zapytał ich: "Czego chcecie?" Oni odpowiedzieli mu: "Rabbi" - w przekładzie znaczy to "Nauczycielu" - "gdzie mieszkasz?" Odrzekł im: "Chodźcie, zobaczycie". Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka. I na ten dzień pozostali u Niego. Była już mniej więcej godzina dziesiąta. Jednym z tych dwóch, którzy usłyszeli słowa Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Odszukał on najpierw swego brata Szymona i powiedział mu: "Odkryliśmy Mesjasza" - w przekładzie znaczy to "Chrystusa", "Namaszczonego". I zaprowadził go do Jezusa. Jezus spojrzał na niego i rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana. Ty się będziesz nazywał Kefas" - w przekładzie znaczy to "Skała", "Piotr" (J 1,35-42)

Dwoje uczniów usłyszało tylko dwa słowa: Baranek Boży, i wskazanie przez swojego mistrza – oto On! Od razu poszli za Jezusem. Z ciekawości, ale i z wyboru. Na ten moment przygotowywali się przez długi czas. Decyzja drogi za kimś, w dodatku niezbyt dobrze znanym, jest swoistym ryzykiem. Uwierzyli. Poszli Jego drogą. I pozostali z Nim. Swoim świadectwem pociągając również innych ku Temu, którego poznali jako obiecanego Mesjasza.
Droga za Jezusem i Jego poznanie wymaga zaangażowania: „Chodźcie, zobaczycie”. Jedno jest pewne: kto zdecyduje się kroczyć za Nauczycielem, nie zabraknie mu wspólnoty braci, Jezusowego spojrzenia a także Jego opieki. Najlepszej, bo każdego z nas zna po imieniu.

sobota, 14 stycznia 2012

Grzech-o(ch)otnik


I znowu wyszedł nad jezioro. Cały lud przybył do Niego. Pouczał ich. Przechodząc zobaczył Lewiego, [syna] Alfeusza, siedzącego przy cle. Powiedział mu: "Chodź ze mną". On wstał i poszedł z Nim. Kiedy był w jego domu przy stole, wielu poborców i grzeszników zajęło miejsce przy Jezusie i Jego uczniach. Bo wielu było takich, którzy chodzili z Nim. A kiedy uczeni w Piśmie z grona faryzeuszów zobaczyli, że je z grzesznikami i poborcami, mówili do Jego uczniów: "To On z poborcami i grzesznikami jada!?" Gdy usłyszał to Jezus, powiedział im: "Nie zdrowi potrzebują lekarza, lecz źle się czujący. Przyszedłem wezwać nie sprawiedliwych, lecz grzeszników" (Mk 2,13-17)

Jezus znowu przybywa nad jezioro. Nie żeby łowić ryby czy wypoczywać na plaży, ale żeby spotykać ludzi. Pouczał ich, jak dobrze przejść przez życie. Przechodził pomiędzy nimi, wypatrując tych o najbardziej otwartym sercu, by ich powołać do bliższej współpracy. Nie byli to ludzie krystalicznie czyści, idealni. Lecz przecież… nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
Jest więc nadzieja dla każdego z nas. Jeśli odkryjemy przed Nim nasz grzech i uznamy siebie za grzeszników.

piątek, 13 stycznia 2012

Hermetyka tkwienia i wolność powstania


Kilka dni później wszedł znowu do Kafarnaum. Dowiedziano się, że jest w domu. Zgromadziło się tak wielu, że nie było miejsca nawet przed drzwiami. Głosił im słowo. Przyszli do Niego jacyś niosący człowieka sparaliżowanego. Podtrzymywało go czterech. Ponieważ z powodu tłumu nie mogli wnieść przed Niego, zdjęli dach tam, gdzie był, zrobili otwór i spuścili nosze, na których leżał sparaliżowany. Kiedy Jezus zobaczył ich wiarę, powiedział do sparaliżowanego: "Synu, odpuszczają się tobie twoje grzechy". Siedzieli tam wtedy niektórzy uczeni w Piśmie i tak w sercach swoich zaczęli myśleć: "Dlaczego On tak mówi? On bluźni! Kto może odpuszczać grzechy poza jedynym Bogiem?" Jezus zaraz rozpoznał swoim duchem, że tak sobie myślą, więc zapytał ich: "Dlaczego tak myślicie w swoich sercach? Co jest bardziej wstrząsające, czy powiedzieć sparaliżowanemu: "Odpuszczają się tobie twoje grzechy", czy powiedzieć: "Wstań, weź swoje nosze i chodź"? Abyście jednak wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - tu zwrócił się do sparaliżowanego - "rozkazuję ci: wstań, weź swoje nosze i idź do swojego domu". On wstał, zabrał od razu nosze i odszedł na oczach wszystkich, tak że wszyscy byli zdumieni i wysławiali Boga mówiąc: "Czegoś takiego nigdy nie widzieliśmy" (Mk 2,1-12)

Wielu przychodziło do Chrystusa. Dlaczego? – Bo dawał im słowo. Było inne niż to słyszane codziennie; pełne nadziei, mocy, pocieszenia. Słowo, które uzdrawiało. Jednak ważne, z jaką intencją to słowo człowiek przyjmuje. Co dziwne, wątpliwości do co Słowa, przychodzą we wnętrzu tych, którzy byli pozornie najbardziej z nim zżyci: od uczonych w Piśmie.
Chrystus patrzy w serce człowieka. Poznaje jego głębiny oraz myśli. Często ludzie tworzą sobie sami problemy, nie umiejąc przyjmować rzeczywistości taką, jaką jest. Dopatrują się zła w dobru, kłamstwa w prawdzie, bluźnierstwa w świętości. Hermetyczność swoich idei zamyka na wszystko dookoła. Na Boga i na człowieka.
I jak wtedy usłyszeć głos mówiący: „Powstań i weź łoże twojej niewoli na barki, powracając nareszcie do domu; do siebie!?

czwartek, 12 stycznia 2012

Ręce, które leczą


Zbliżył się tam do Niego trędowaty, błagał Go, klękał na kolana i mówił do Niego: "Jeśli Ty zechcesz, potrafisz mnie oczyścić". Zdjęty litością wyciągnął rękę, dotknął go i powiedział mu: "Chcę, stań się czysty". Z miejsca trąd go opuścił i stał się czysty. I zaraz surowo mu nakazując, oddalił go. Powiedział mu jeszcze: "Uważaj, nikomu o niczym nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i za oczyszczenie złóż na ofiarę to, co nakazał Mojżesz. [Będzie] dla nich świadectwem" (Mk 1,40-44)

W czasach Jezusa (ale nie tylko, bo i wcześniej, i dzisiaj również) magia, różne szarlatańskie sztuczki cieszyły się wielką popularnością. Wielu czarowników, uzdrowicieli i różnych adeptów wiedzy tajemnej cieszyło się sporą popularnością.
Mesjasz nie chce, by utożsamiano Go nawet w najmniejszym stopniu z jakimś czarnoksiężnikiem. Cuda towarzyszą Jego misji, lecz nie są najważniejsze. Mają wskazywać na ich sprawcę, jedynego Boga Jahwe.
Dlatego nakazuje uzdrowionemu z trądu pójść do świątyni, by dopełnić przepisanego Prawem rytuału oczyszczenia. To posłuszeństwo Prawu towarzyszy Jezusowi przez całą Jego działalność. Wskazuje, iż nie przyszedł znieść Prawo, lecz nadać mu pełnię. Związek Syna Bożego ze świątynią jest trwały oraz doskonały. Prawo i świątynia mają stać się świadkami zbawczego działania Boga. I tak się stało. Jednak reprezentanci ludu wybranego odrzucili Mesjasza, w ten sposób pozostając w trądzie swojej niegodziwości, hipokryzji i grzechu.
Współcześnie w Kościele nie zawsze jego słudzy okazują się idealnymi pasterzami. Jednak to nie dyspensuje od wspólnotowego życia wiarą. Przeciwnie, zamiast do ucieczki, wzywa do jeszcze doskonalszego świadectwa życia. Wszelkie cuda Jezusa dokonują się bowiem w łonie wspólnoty Jego Kościoła.

środa, 11 stycznia 2012

Gorące czoło


Bezpośrednio po wyjściu z synagogi udali się do domu Szymona i Andrzeja, a z nimi Jakub i Jan. Teściowa Piotra leżała w gorączce. Zaraz Mu o niej powiedzieli. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę. Gorączka opuściła ją, a ona im usługiwała (Mk 1,29-31)

Gościnność względem Jezusa przynosi uzdrowienie. Przywraca do pionu. Wystarczy, żeby nie uciekając, dać się przybliżyć oraz dotknąć Nauczycielowi. Uzdrowiona teściowa Piotra od razu powstaje i służy, co świadczy o całkowitym, kompletnym uzdrowieniu. Trzeba pamiętać, iż w czasach Jezusa, gorączka była chorobą nawet śmiertelną. Dotknięcie Chrystusa przynosi wybawienie od chorób, problemów, śmierci.
Marek nadał (co uwypuklił jeszcze bardziej tekst Łukaszowy) gorączce charakter osobowy (gorączka opuszcza chorą), co wskazuje iż za nią stoi działanie szatana. Misja Jezusa jest misją uleczającą ludzkość z przerażającej choroby zła. Kolejny raz wskazuje On, iż bliskość Zbawiciela leczy w nas to, co powinno być uleczone; co powoduje to, iż leżymy bezsilni wobec życia.

wtorek, 10 stycznia 2012

Kontra


Przybyli do Kafarnaum. Tam wkrótce wszedł w szabat do synagogi i uczył. Byli zdziwieni Jego nauką, bo pouczał ich jak ktoś mający władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Nagle w tej ich synagodze pewien człowiek dostał się pod wpływ nieczystego ducha. Zaczął z wrzaskiem wołać: "Co się tu do nas wtrącasz, Jezusie z Nazaretu!? Zniszczyć nas przyszedłeś!? Wiem, ktoś Ty: Święty Boga!!!" Jezus skarcił go mówiąc: "Zamilcz i wyjdź z niego". Rzucił nim duch nieczysty, krzyknął wielkim głosem i wyszedł z niego. Wszyscy byli tym tak zdumieni, że zastanawiali się między sobą mówiąc: "Co to jest? To nowa nauka, oparta na jakiejś mocy! Nawet nieczystym duchom wydaje rozkazy i słuchają Go". I wieść o Nim prędko dotarła do każdego miejsca w całej galilejskiej krainie (Mk 1,21-28)

Już od samego początku misja Jezusa jest działaniem przeciwko królestwu szatana, uzurpującego sobie prawo do człowieka. Szatan chce go zniewolić, omotać i w rezultacie odebrać pokój serca, dający radość i szczęście. Misja Mesjasza polega na przywróceniu człowiekowi godności dziecka Bożego; utraconej przez grzech. Nic dziwnego, że szatan drży już na dźwięk imienia Jezusa. Nie chce, ale musi dać wyznanie wiary w potęgę Świętego Bożego.
Jezus zna swoją misję i tożsamość. Wyzwala człowieka z nieczystości ku wolności. To jest Ewangelia; Dobra Nowina przyniesiona na ziemię. Można zadziwiać się, podziwiać, ale najważniejsze by przyjąć ją otwartym sercem.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Herold


A kiedy Jan został wydany, Jezus udał się do Galilei, występując jako herold ewangelii Boga. Mówił: "Czas się wypełnił. Już blisko jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie tej radosnej nowinie". Idąc nad Jeziorem Galilejskim, zobaczył Szymona i Andrzeja, Szymonowego brata, zarzucających sieci na jeziorze. Byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Chodźcie ze mną, a sprawię, że staniecie się rybakami łowiącymi ludzi". Z miejsca zostawili sieci i udali się za Nim. Gdy poszedł trochę dalej, zobaczył Jakuba, [syna] Zebedeusza, i jego brata, Jana. Oporządzali sieci w łodzi. Od razu ich wezwał. Oni więc zostawili w łodzi swojego ojca, Zebedeusza, razem z najętymi robotnikami i poszli z Nim (Mk 1,14-20)

Jezus jest heroldem obwieszczającym obecność żywego Boga pośród swojego ludu. Głos Jego słów oraz czynów będzie rozbrzmiewał po całej ziemi. Mimo, iż zło jest zawsze bardziej krzykliwe i głośne. Przez to dobro wydaje się słabe, niepozorne, nieopłacalne.
Głos Mesjasza dociera do wszystkich. Lecz wpierw trzeba chcieć go usłyszeć. Czasami to delikatny szept, a czasami donośny ton. Lecz zawsze pełen nadziei. Ci, którzy raz usłyszą i pójdą za nim jak za głosem Pasterza, nigdy już nie będą samotni. On sam wystarczy!
Kto powierzy całe swoje życie Chrystusowi, zyska po stokroć więcej braci, sióstr, rodziców… To znaczy: zyska zupełnie inne spojrzenie na dotychczasowe życie. Nabierze nowego sensu.
Nowe zawsze przynosi ryzyko. Jednak bez niego człowiek na zawsze może tkwić w martwych strukturach swego życia, łudząc się iż wszystko w porządku, a tak naprawdę nie będąc szczęśliwym. Bo prawdziwe szczęście znajduje się tylko w Bogu.

niedziela, 8 stycznia 2012

Hej, bystra woda!



Jan miał odzienie z wielbłądziej sierści, a na swoich biodrach skórzany pas. Szarańczą się żywił i polnym miodem. Jak herold wołał: "Idzie za mną mocniejszy ode mnie! Nie jestem godny, aby się schylić i rozwiązać rzemień Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, On was ochrzci w Duchu Świętym". W tym czasie przyszedł Jezus z galilejskiego Nazaretu i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. Gdy tylko wyszedł z wody, zobaczył, jak otwierają się niebiosa i Duch jako gołębica zstępuje na Niego. Rozległ się wtedy z nieba głos: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym. W Tobie złożyłem swoje postanowienia" (Mk 1,6-11)


Chrystus stał się podobny do nas we wszystkim, oprócz grzechu. A mimo to, przyjął chrzest pokuty i oczyszczenia z grzechów z rąk Jana Chrzciciela. Ten, który nie miał grzechów, dla nas stał się grzechem.

Jezus nie mówi nic. Nie jest samozwańczym Mesjaszem, jak liczni przed Nim w historii Izraela. Objawia Go Jan, a następnie sam Bóg wskazuje jako swego umiłowanego Syna. Ta pokora Jezusa przenika całą Jego misję. Umniejszył się, gdyż ukochał do samego końca człowieka, już od początku swojej zbawczej drogi.

Miłość otwiera niebo. Tworzy w nas synostwo Boże. Wielka godność ochrzczonych, ale i wielka odpowiedzialność, aby kochając coraz bardziej każdego dnia, coraz bardziej odkrywać w sobie dziecięctwo wybranych.


sobota, 7 stycznia 2012

No, to jazda!



Kiedy usłyszał, że Jan został wydany, wrócił do Galilei. Opuściwszy Nazaret, poszedł i osiadł w Kafarnaum, leżącym nad jeziorem, na terenach Zabulona i Neftalego. Tak spełniło się słowo, wypowiedziane poprzez proroka Izajasza: "Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, droga morska, Zajordanie, Galilea pogan, lud siedzący w ciemności ujrzał wielkie światło; dla przebywających w cienistej krainie śmierci wzeszło światło". Od tego czasu zaczął Jezus nauczać i mówić: "Nawracajcie się, bo blisko już jest królestwo niebieskie". Obchodząc całą Galileę, uczył w ich synagogach, głosił wśród ludu dobrą nowinę o królestwie i leczył każdą chorobę i każdą słabość. Wieść o Nim poszła po całej Syrii. Przynoszono do Niego wszystkich źle się czujących z powodu różnych chorób: i dręczonych bólami, i opętanych, i epileptyków, i paralityków, i uzdrowił ich. Zaczęły za Nim chodzić wielkie gromady z Galilei, i Dekapolu, i Jerozolimy, i Judei, i Zajordania (Mt 4,12-17.23-25)


Światło przynosi ciepło, widzenie, przejrzenie. Stoi w opozycji do ciemności, która niesie lęk oraz niepewność każdego kolejnego kroku. Do czasu przyjścia Chrystusa, świat trwał pogrążony w ciemności. Nie znaczy to, że brak w nim było dobra. Tylko, że owo dobro nie mogło się przebić poprzez ciemności wrogości, zła, które były naznaczone skutkami grzechu pierworodnego.

Chrystus przedstawia się jako Światłość świata, a więc jego zbawczą misję można nazwać misją oświetlania człowieka i jego dróg. Cóż więc czynił?... – głosił Ewangelię. Jego słowo naprawia to, co zepsute, zniekształcone przez ciemność grzechu. Leczy każdą (!) chorobę i każdą naszą słabość. Dobrą Nowiną jest fakt, iż możemy się do Niego zwrócić z naszymi problemami, i nie zostaniemy odtrąceni. Owo zwrócenie się; nawrócenie jest pierwszym krokiem do uzdrowienia. To droga, proces, lecz już po wejściu na nią, widoczne są owoce zawierzenia.

Ludzie w głębi siebie zawsze pragnęli choćby małego promyka światła nadziei i miłości. Dlatego niezliczone tłumy garnęły do Jezusa. Możemy pozostawać w swoich ciemnościach, nieuleczonych chorobach, a możemy jak oni, kroczyć za Nauczycielem.


piątek, 6 stycznia 2012

Gwiazda



A kiedy Jezus urodził się w Betlejem, w Judei, za dni króla Heroda, mędrcy przybyli ze Wschodu do Jerozolimy i pytali: "Gdzie jest ten narodzony Król Judejczyków? Zobaczyliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon". Kiedy król Herod dowiedział się [o tym], przestraszył się, a za nim cała Jerozolima. Zebrawszy wszystkich arcykapłanów i uczonych tego ludu, pytał ich, gdzie się ma Mesjasz urodzić. A oni mu powiedzieli: "W Betlejem, w Judei. Tak bowiem jest napisane za pośrednictwem proroka: "A ty, Betlejem, ziemio Judy, wcale nie najmniejsze jesteś wśród wiodących [miast] Judy, bo z ciebie wyjdzie Przewodnik, który paść będzie mój lud, Izraela"". Wtedy Herod przebiegle zaprosił mędrców i wypytał ich starannie o czas pokazania się gwiazdy. Odsyłając ich do Betlejem, powiedział: "Gdy tam przyjdziecie, dokładniej się zapytajcie o to Dziecko i jeśli znajdziecie, donieście mi, abym i ja poszedł oddać Mu pokłon". Po wysłuchaniu króla odeszli. Wówczas gwiazda, którą zobaczyli na Wschodzie, prowadziła ich dalej, aż doszedłszy stanęła nad [miejscem], gdzie było Dziecko. Widok tej gwiazdy napełnił ich bardzo wielką radością. Gdy weszli do mieszkania, zobaczyli Dziecko z Maryją, Jego matką. Wtedy upadłszy oddali Mu pokłon, a po otwarciu swych szkatuł złożyli Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. Potem, ponieważ we śnie zostali uprzedzeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą odeszli do swego kraju (Mt 2,1-12)


Podczas pustynnej wędrówki po ucieczce z Egiptu, lud wybrany był prowadzony przez Boga poprzez świetlany obłok za dnia i słup ognia w nocy. Były to znaki opieki Jahwe, Jego opatrzności oraz miłosnego prowadzenia. W bezpieczny sposób lud Izraela szedł do ziemi obiecanej.

Mędrców ze Wschodu do miejsca narodzin Króla prowadzi gwiazda. Ten znak wskazuje miejsce przebywania Dzieciątka. Staje się ogromną radością, jakie przynosi spełniająca się nadzieja. Mędrcy byli mędrcami, gdyż przede wszystkim słuchali Słowa. Ono sprawiło, że nie bacząc na trudy drogi, wyruszyli na poszukiwanie Mesjasza.

Będąc chrześcijanami, zostaliśmy również wezwani do nieustannych poszukiwań Zbawiciela. Droga duchowa jest trudniejsza od tej mierzonej kilometrami. Lecz tylko wyruszywszy w nią możemy odnaleźć żywego Jezusa.