sobota, 31 lipca 2010

Po trupach do celu


         W tym czasie doniesienie o Jezusie otrzymał tetrarcha Herod. Powiedział on do swoich dworzan: "To jest Jan Chrzciciel. To on powstał z martwych i dlatego takie moce przez Niego działają". Otóż Herod za sprawą Herodiady, żony swojego brata Filipa, kazał wcześniej zatrzymać Jana, związać go i osadzić w więzieniu, bo Jan upominał go: "Nie wolno ci jej mieć". A choć chciał zabić Jana, bał się tłumu, bo mieli go za proroka. Gdy były urodziny Heroda, tańczyła przy wszystkich córka Herodiady i podobała się Herodowi. Dlatego pod przysięgą obiecał jej dać, o cokolwiek poprosi. Ona, podmówiona przez swoją matkę, powiedziała: "Daj mi tu zaraz na tacy głowę Jana Chrzciciela". Zasmucił się król, lecz ze względu na przysięgę i na współbiesiadników rozkazał dać. Przez posłanego odciął głowę uwięzionemu Janowi. Wniesiona została jego głowa na tacy i podana dziewczęciu. Ono zaniosło swojej matce. Później jego uczniowie poszli, zabrali zwłoki i pogrzebali je. A potem przyszedłszy, powiadomili Jezusa (Mt 14,1-12)

 

Na dworach wielkich tego świata zawsze panował nieład. Średniowieczne opowieści oraz historie o królach nasycone są tym wewnętrznym bałaganem serca osób uważających się za panów świata. W zimnych mieszkaniach dzisiejszych pięknych will oraz przestronnych podmiejskich domków bogaczy często mieszkają te same mechanizmy zagłady zwykłych, ludzkich odruchów. Intrygi, próby podporządkowywania sobie innych (fizyczne i psychiczne), pojmowanie władzy jako dominacji nad innymi. Nieważne, czy nad kimś z rodziny, czy nad kimś, kto przybywa być może w imię Boga.

Takie dworskie intrygi doprowadziły do zabójstwa Jana Chrzciciela. Ewangelia jasno powiązuje je z duchem pogaństwa nasycającym duszę Heroda oraz jego środowisko. Na dworze Heroda Tetrarchy panowały pogańskie zwyczaje. Obchodzenie urodzin było w owych czasach zwyczajem Greków i Rzymian, nie zaś Żydów. Uczestnikami przyjęcia były osoby zaślepione zdobywaniem przychylności władcy, skamlącym o jego łaskawsze spojrzenie. Tacy ludzie osiągają swoje cele kosztem wszelkich zasad moralnych. Spotkać ich można wszędzie: w urzędach, organizacjach, w Kościele... Zabijają słowem innych. knują wymyślne intrygi, by uśmiercić kogoś, kto staje na ich drodze. 

Jan Chrzciciel wyraźnie wskazywał na wypaczenia w sferze człowieczeństwa. Ścięto go; wykarczowano jak zawadzający na drodze pień. Ale z tego pnia pozostały korzenie, z których wyrosło potężne, silne drzewo. To Kościół, który kontynuując misję Chrzciciela, wskazuje drogę do Prawdy (= Chrystusa). Pozostaje zapytać: czy stać nas na jej przyjęcie?


piątek, 30 lipca 2010

Ziomal


      Po przyjściu do swojego rodzinnego miasta nauczał ich w synagodze, że aż dziwili się i mówili: "Skąd Mu ta mądrość i moce!? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego matka nie nazywa się Maryja, a Jego bracia - Jakub, i Józef, i Szymon, i Juda? I czy nie ma u nas wszystkich Jego sióstr? Skąd więc w Nim to wszystko!?" I czuli się Nim zgorszeni. A Jezus powiedział do nich: "Nigdzie nie lekceważą proroka, jak tylko w jego ojczyźnie i domu". I z powodu ich niedowiarstwa niewiele tam cudów uczynił (Mt 13,54-58)

 

Wydawane na podstawie własnych obserwacji twierdzenie, że zna się kogoś, może być i często jest  mylne oraz krzywdzące. Fakt, że jest ktoś tuż obok nas, ociera się o nas każdego dnia, nie musi być dowodem potwierdzającym naszą dogłębną znajomość tej osoby. Znam ludzi, którzy będąc obok siebie każdego dnia, nie znają się wcale. Znam małżeństwa, które przeżywszy ze sobą kilkadziesiąt lat, tak naprawdę nie znają się nawzajem.

Mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa są nawet zgorszeni faktem, iż może okazać się kimś zupełnie innym niż ich wyobrażenia i pozornie prawdziwe doświadczenie osoby Chrystusa. Nie jest to nic nowego: tak reagowano również na starotestamentowych proroków. Byli niepożądanymi gośćmi, którzy zawsze sprowadzali potencjalne kłopoty. 

Niewiara blokuje możliwość zaistnienia jakiegokolwiek cudu. Nie ogranicza boskiej interwencji oraz mocy Syna Bożego, lecz ogranicza Jego mesjańską misję. To nie Bóg przestaje wierzyć w człowieka. To człowiek przestaje wierzyć w Boga. Z powodu tego niedowiarstwa dostrzegamy tak mało cudów, które zachodzą przed naszymi oczyma.


czwartek, 29 lipca 2010

Stypa po bracie


        Wielu Judejczyków przyszło do Marty i Marii, aby je pocieszać po bracie. Kiedy Marta usłyszała, że Jezus idzie, wyszła Mu naprzeciw, Maria natomiast siedziała w domu. Marta powiedziała do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz nawet i teraz jestem przekonana, że o cokolwiek poprosisz Boga, Bóg ci to da". Jezus jej rzekł: "Zmartwychwstanie twój brat". Odpowiedziała Mu Marta: "Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu ostatniego dnia". Jezus jej rzekł: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Jeśli ktoś wierzy we mnie, choćby umarł, żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nigdy nie umrze. Czy wierzysz w to?" Odpowiedziała Mu: "O tak, Panie, ja już wierzę, że Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga, tym Przychodzącym na świat" (J 11,19-27)

 

Atmosfera żałoby. Nasycona łzami, żalem i bezradnością po stracie bliskiej osoby. Każdy z nas przeżywał taki stan. To naturalne, gdy odchodzi od nas ktoś ukochany, bez którego nie wyobrażamy sobie dalszego życia. Taki też był stan Marty oraz Marii, dwóch sióstr opłakujących stratę swojego brata Łazarza. Mieszkali razem, byli sobie bliscy. Im większa bliskość, tym trudniej przychodzi zetknąć się z okrutną rzeczywistością śmierci tych, co obok nas. W swojej bezradności niektórzy mają wtedy pretensje do Pana Boga. Również Marta odczuwała ciężar swojej bezradności: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Lecz jest to bezradność nie pozbawiona wiary: „Lecz nawet i teraz jestem przekonana, że Bóg ci da wszystko, o cokolwiek Go poprosisz!”. Chwyta się Jezusa, sięga głębin swojej wiary. Wielokrotnie przecież była świadkiem wielu cudów swojego przyjaciela Jezusa. Wierzy w Niego. Ale nie jest to jeszcze wiara doskonała.

Kiedy staje się doskonałą?... Po wysłuchaniu krótkiego nauczania Chrystusa odnośnie sprawy powstania z martwych. Dopiero wtedy wyznaje: „O tak, Panie, ja JUŻ (dopiero teraz!) wierzę!”. Ważne jest nie zamykanie się w sobie w obliczu nieszczęścia, ważne jest słuchanie. Przez nie przychodzi pocieszenie i nowy sens życia.

        Marta uwierzyła dopiero wtedy, gdy konkretnie dotknęła swojej bezradności; kiedy weszła w tajemnicę śmierci. Gdy zaprosiła do niej blask Zmartwychwstałego. On wskrzesił do życia nie tylko jej brata Łazarza, ale również na nowo jej wiarę. 

Jezus zwyciężył śmierć. Od tej pory nawet i ta smutna rzeczywistość może przynosić radosne owoce. Trzeba tylko odrobiny wiary, nadziei i miłości. Tych trzech nierozłącznych sióstr bliźniaczek w życiu każdego chrześcijanina.


środa, 28 lipca 2010

Poszukiwacze skarbów


       Podobne jest królestwo niebieskie do skarbu ukrytego na polu. Gdy znalazł go pewien człowiek, zakrył z powrotem. Potem poszedł uradowany, sprzedał wszystko, co miał, i kupił to pole. Królestwo niebieskie podobne jest również do kupca, poszukiwacza pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,44-46)

 

Centralnym tematem tych dwóch krótkich opowieści jest determinacja; postawienie wszystkiego na jedną kartę w kwestii wejścia w posiadanie skarbu. Powiązane jest z tym pewne ryzyko. Od wiary w powodzenie przedsięwzięcia zależy to, czy wejdzie się w posiadanie skarbu.

Inwestycja w rezultacie opłacalna, ale okupiona niepewnością. Bo gdyby plany na zdobycie skarbu nie powiodły się, zarówno człowiek na polu, jak i kupiec, straciliby wszystko, co posiadali.

Królestwo jest tym skarbem i drogocenną perłą, o którą warto zabiegać. Warto stracić dla niej życie. Nauka Jezusa jest jasna i zarazem trudna do przyjęcia. Zwłaszcza dla ludzi, którzy łudzą się, iż w swoim życiu posiadają już coś wartościowego: rodzinę, pracę, pozycję społeczną, sukces, powodzenie... Czy dla królestwa są w stanie porzucić to wszystko? Tak. Jeśli uwierzą słowom Chrystusa, że naprawdę się opłaca. Problem więc leży w zaufaniu do końca Słowu Bożemu. Niczym są gromadzone przez nas skarby życiowe, kiedy brakuje w nich duchowej rzeczywistości; oddechu wiecznego Królestwa.


wtorek, 27 lipca 2010

I wszystko jasne!


      Potem odprawił tłumy i wszedł do domu. Jego uczniowie przyszli do Niego z pytaniem: "Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście na polu". On odpowiadając rzekł: "Siewcą dobrego ziarna jest Syn Człowieczy, polem - świat; dobrym ziarnem natomiast są synowie królestwa, a chwastem - synowie zepsucia; wrogiem, który je rozsiał, jest diabeł, żniwami - kres doczesności, a żniwiarzami - aniołowie. Jak zatem zbiera się chwasty i pali w ogniu, tak będzie u kresu doczesności. Syn Człowieczy pośle swoich aniołów i zbiorą z Jego królestwa wszystkich [sprawców] zgorszeń i czyniących nieprawość. Wrzucą ich do pieca z ogniem. Tam będzie szloch i zgrzytanie zębami. Wówczas sprawiedliwi będą jaśnieć jak słońce w królestwie ich Ojca. Kto ma uszy, niech słucha (Mt 13,36-43)

 

Dobre ziarno to ziarno Słowa niosącego zbawienie człowiekowi: wskazującego drogę, pocieszającego, motywującego do czynienia dobra oraz miłości. Siewcą tego ziarna jest Chrystus. Ale obok dobrego ziarna wyrastają chwasty: wszelkie pomówienia, kłamstwa, obłuda, zatwardziałość serca, oskarżenia względem Jezusa. Siewcą tych chwastów jest szatan. Wszelkie zło i pokusy do jego czynienia sprawia w nas zły duch.

Szatan już przegrał. Syn Boży jest zwycięzcą. Jest to zwycięstwo miłości nad nieprawością i nienawiścią. Triumf ten będzie wyraźnie widoczny podczas paruzji, czyli powtórnego przyjścia Pana na ziemię. Będzie to ostateczny czas żniwa. Żniwem będzie więc moment oddzielenia ludzi wierzących i niewierzących. Tylko Bóg zna życie ludzkie, motywacje, intencje człowieka. Posiada pełen obraz każdego z nas. U kresu doczesności objawi się prawda o każdym z nas.

Bez tworzonych przez nas welonów, kamuflaży, masek. Jak dobrze, że stanie się to w źródle niezgłębionego Bożego Miłosierdzia! Bo inaczej, któż z nas miałby szansę ocalenia?


poniedziałek, 26 lipca 2010

Ziarenko do ziarenka


     Inną przypowieść im przedstawił. Powiedział: "Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziąwszy, posiał na swoim polu. Jest ono mniejsze od wszystkich nasion, lecz kiedy urośnie, wyższe jest od jarzyn i staje się krzewem, tak że przylatuje ptactwo z nieba i zakłada gniazda w jego gałęziach" (Mt 13,31n)


Trudno jest scharakteryzować Królestwo. Dlatego Jezus używa wielu obrazów, by je przybliżyć. Niewielkie ziarnko i rozłożyste drzewo mają podkreślić kontrast jaki zachodzi pomiędzy niepozornym początkiem a niezwykle chwalebnym końcem. W maleńkim ziarenku tkwi ogromna siła rozrodcza, powodująca wzrost oraz dojrzewanie. Z ziarenka gorczycy, jednego z najmniejszych spośród nasion, nad brzegami Jeziora Galilejskiego potrafił wyrosnąć krzew osiągający około pięciu metrów wysokości! To cud natury, że z nasiona wyrasta tak wielki krzew.

Podobnie było i jest z królestwem Jezusowym. Z grupy dwunastu apostołów i niewielkiej grupy uczniów powoli wzrastała wspólnota wierzących, pierwszy Kościół. Poprzez wieki owa wspólnota rozrosła się i rozprzestrzeniła na całym świecie. Swoją dojrzałość i pełnię osiągnęła w momencie śmierci oraz zmartwychwstania Chrystusa. Lecz jej wzrost trwa nadal. Do istoty Królestwa należy bowiem nieustanny wzrost i dojrzewanie.

Każdy z nas, poprzez siłę wiary, ma również swój udział w rozwoju Królestwa na ziemi. To nasze zadanie jako chrześcijan. Sami mamy wzrastać w wierze, nadziei i miłości, jednocześnie dzieląc się tymi duchowymi darami dla wzrostu innych. W taki sposób również my znajdziemy się w gronie osób nie tylko budujących, ale już doświadczających (uczestniczących) w życiu Królestwa.

 

niedziela, 25 lipca 2010

Kaprysy dziecka


       I ja wam mówię: proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a zostanie wam otworzone. Bo każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a pukającemu zostanie otworzone. Jeśli któregoś z was, ojca, syn poprosi o rybę, to czy zamiast ryby poda mu węża? Albo jeśli poprosi o jajko, poda mu skorpiona? Jeśli zatem wy potraficie, choć zepsuci jesteście, dawać swoim dzieciom dobre dary, to o ileż bardziej Ojciec, Ten z nieba, da Ducha Świętego proszącym Go" (Łk 11,9-13)

 

Modlitwę często traktuje się w sposób magiczny. Albo roszczeniowy. Wielu pragnie wymusić na Bogu jakieś łaski. Taka postawa rodzi swoisty bunt, gdy modlitwa zdaje się być nie wysłuchana. A Pan Bóg traktowany jest jak czarodziejska skrzynka mająca zapewniać nam powodzenie we wszystkim, o co prosimy.

Myślę, że dobrze iż Bóg nie spełnia wszystkich naszych zachcianek. Bo, choć z pozoru wydają się dobre, mogą przynieść w rezultacie zło. A Bóg ma szerszy; całościowy ogląd naszych próśb. I nie ofiaruje czegoś, co nam nie posłuży. Zna się na życiu o wiele lepiej niż my.

A my jak dzieci, dopiero wchodzące w życie i nie znające go, krzyczymy demonstrując swoją złość, że o coś prosimy i nie dostajemy. Rodzice, mający jakieś doświadczenie życiowe, wiedzą, że nie na wszystko można pozwolić dzieciom. Bo to często grozi utratą ich zdrowia a nawet życia.

Być dzieckiem Boga – to poddawać się woli Ojca z ufnością, iż On wie lepiej, czego nam potrzeba. Że troszczy się o nas. Dlatego dzieci błogosławią Ojca nawet za to, czego nie otrzymali. Bo i to jest znakiem Jego ogromnej miłości do każdego z nas.

Dziękuję Ci więc, Panie, za wszystko co mi każdego dnia ofiarowujesz. I za to, przed czym mnie chronisz, nie dając mi tego, o co niekiedy tak bardzo walczę z Tobą!


sobota, 24 lipca 2010

Poletko Pana Boga


     Inną przypowieść im przedstawił. Powiedział: "Królestwo niebieskie stało się podobne do człowieka, który na swoim polu zasiał dobre ziarno. Kiedy wszyscy spali, przyszedł jego wróg, nasiał chwastu w pszenicę i oddalił się. Gdy źdźbła się rozwinęły i zaczęły zawiązywać owoc, wtedy także ów chwast się ujawnił. Przyszli słudzy gospodarza i powiedzieli mu: "Panie, czy nie dobre ziarno posiałeś na swoim polu? Skąd więc te chwasty?" A on im odpowiedział: "Ktoś nieżyczliwy to zrobił". Słudzy zapytali go: "Czy chcesz, byśmy poszli i usunęli je?" On odpowiedział: "Nie, byście przypadkiem usuwając chwasty, nie wyrwali wraz z nim pszenicy. Pozwólcie obu rosnąć aż do żniw. W czasie żęcia powiem żniwiarzom: 'Zbierzcie najpierw chwasty i zwiążcie je w snopy, by spalić, a pszenicę zwieźcie do mojego spichlerza'" (Mt 13,24-30)

 

Królestwo Jezusa posiada wymiar duchowy. Jak sam stwierdził: nie jest z tego świata. Trudno precyzyjnie określić to, co duchowe. Stąd Chrystus ucieka się do obrazów z życia człowieka, mających mu nieco przybliżyć charakter Królestwa.

Rolnicy dobrze wiedzą, że z początku na zasianym polu nie sposób rozróżnić wzrastającej pszenicy od chwastów. W czasach Jezusa podczas żniw ścinano kłosy pszenicy wyrastające ponad chwasty, a po zakończeniu zbiorów pozostałe chwasty palono.

Wielu ludzi przychodzi do mnie z pewnym żalem oraz zapytaniem, dlaczego Pan Bóg nie interweniuje wobec ludzi jawnie czyniących zło? Odpowiedź na nie przychodzi w Słowie. W odpowiednim czasie żniwiarze sprawiedliwie oddzielą pszeniczne kłosy od chwastów. Ludzi dobrych od złych. Dobrzy znajdą swoje miejsce w spichlerzu (Królestwie) a źli pójdą do ognia (piekło). Ta ewangelia nie ma straszyć ogniem piekielnym, lecz mobilizować do tego, aby stawać się kłosem pełnym ziaren miłości. Nie należy potępiać innych, lecz troszczyć się, by samemu nie okazać się chwastem pośród pszenicznych, słonecznych łanów.


piątek, 23 lipca 2010

Smacznego!


        Ja jestem szlachetnym krzewem winnym, a mój Ojciec jest gospodarzem. Jeśli jakakolwiek gałązka we mnie nie wydaje owocu, usuwa ją, a każdą, która owoc wydaje, oczyszcza, aby jeszcze obficiej owocowała. Wy już jesteście czyści dzięki nauce, którą wam przekazałem. Wytrwajcie we mnie, jak ja w was. Jak gałązka sama z siebie nie może wydać owocu, chyba że trwać będzie w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy gałązkami. Gdy ktoś trwać będzie we mnie, a ja w nim, taki wyda owoc obfity, bo beze mnie nie jesteście zdolni niczego uczynić (J 15,1-5)

 

Chrystus w Ewangelii przedstawia się wieloma imionami: jako Światłość świata, Chleb żywy, Pasterz i Brama owiec. Ale też jako krzew winny. Nie byle jaki, bo szlachetny – tzn. dobry, przynoszący owoc, prawdziwy. Dlatego też szczepione na nim gałązki muszą nabyć owej szlachetności winnego drzewa, inaczej – dla dobra całości – zostaną usunięte.

Jesteśmy dzikimi gałązkami (grzesznikami), lecz możemy zyskać szlachetność (skłanianie się ku dobru) będąc w jedności ze źródłem szlachetności, czyli z Chrystusem. Gdy w Nim będziemy trwali, wydamy owoc obfity: owoc dobra, miłości i wiary. Bez Niego nie jesteśmy zdolni niczego uczynić.

Do szlachetności przysposabia nas nauka Jezusowa; Jego zbawcze Słowo. Wytrwać w wierności Słowu, delektować się Nim, wcielać w życie... To wszystko sprawia, iż powoli dojrzewamy, owocujemy i stajemy się dla innych strawnymi.

W życiu chrześcijańskim (i nie tylko!) chodzi przecież o to, by być dla innych strawnymi, a nie zgniłymi produktami drzewa, których nikt nie skosztuje.


czwartek, 22 lipca 2010

Optyka pierwszego dnia


      Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena poszła do grobowca wcześnie, gdy jeszcze było ciemno, i zobaczyła, że kamień jest od grobowca odsunięty. Maria natomiast stała przed grobowcem i płakała. Gdy płacząc nachyliła się do grobowca, zobaczyła dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego obok miejsca głowy, drugiego obok miejsca stóp. Odezwali się oni do niej: "Kobieto, dlaczego płaczesz?" Odpowiedziała im: "Zabrali mojego Pana i nie wiem, gdzie Go złożyli". Po tych słowach odwróciła się i zobaczyła stojącego Jezusa, lecz nie poznała, że to jest Jezus (J 20,1-1.11-14)

 

 

Maria spotkała Jezusa stojąc przy pustym grobie. Płacząc nad nim. Ten pusty grób może być symbolem jej grobu. Musiała do niego wejść, by spotkać Tego, który jest Zbawieniem. Musiała zapłakać nad pustką w sobie, pochylić się nad swoją ciemnością grobu, by ujrzeć Światło. Aby doświadczyć zmartwychwstania.

Nie chodzi tutaj o płacz zalewający oczy, ale o łzy obmywające i w ten sposób oczy stają się wrażliwsze. Maria dobrze poznała swój grzech. W nim spotkała miłosierną miłość Pana.

Będąc grzesznikami, każdy z nas ma szansę w swojej słabości spotkać Zmartwychwstałego. Wystarczy spojrzeć w grób swojego życia; w to, co nam nie wyszło; co sami uśmierciliśmy – z żalem zapłakać oraz wyjść naprzeciw Tego, który może na początku niedostrzegalny, ale jest tuż obok.


środa, 21 lipca 2010

Poradnik rolnika


         Tamtego dnia, po wyjściu z domu, usiadł Jezus nad jeziorem. Zebrały się przy Nim tłumy tak liczne, że wszedł do łodzi, usiadł w niej, a cały tłum był na brzegu. Zaczął im dużo mówić w przypowieściach. Powiedział: "Oto siać wyszedł siewca. Kiedy siał, jedne [ziarna] padły przy drodze. Ptactwo przyszło i wydziobało je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele znalazły ziemi. Szybko wzeszły, bo nie miały głębokiego podłoża. Gdy jednak słońce się podniosło i spiekotą zostały dotknięte, uschły z braku korzenia. Inne znowu padły między osty. Osty wybujały i zagłuszyły je. Jeszcze inne padły na ziemię dobrą i wydały plon: to stokrotny, tamto sześćdziesięciokrotny, a tamto trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niech słucha" (Mt 13,1-9)

 

Jezus poszukiwał obrazów, które docierały wprost do serca człowieka. Z ich pomocą tłumaczy rzeczy ważne i najważniejsze. Czyli: tajemnicę Królestwa. Przypowieści opowiadają jakąś prawdę. Prawda jest jednym z elementów potrzebnych na drodze zbawienia.

Ziarno – nosi w sobie wzrost. Jednak, by on nastąpił, należy współpracować. Dać szansę; pozwolenie by wzrost nastąpił. Ziemia serca może być jałowa lub żyzna. W żyznej ziemi Słowo wzrasta wydając owoce miłości. Tylko w takiej ziemi. Ważne przyjąć Słowo, ugościć je, współpracować ku jego wzrostowi. A potem... pozostaje już tylko zbierać owoce miłości.


wtorek, 20 lipca 2010

Rodzina


       Kiedy On jeszcze mówił do tłumów, oto Jego matka i bracia stanęli na zewnątrz, bo chcieli z Nim porozmawiać. Ktoś Mu powiedział: "Oto Twoja matka i Twoi bracia stoją na zewnątrz i chcą z Tobą rozmawiać". On w odpowiedzi rzekł temu, kto Mu to powiedział: "Kto jest moją matką i którzy są moimi braćmi?" Potem wskazując ręką na swoich uczniów, powiedział: "Oto moja matka i moi bracia. Bo ktokolwiek spełni wolę mojego Ojca, Tego w niebie, ten będzie moim bratem, i siostrą, i matką" (Mt 12,46-50)

 

Wielokrotnie Jezus wskazywał, jak ważne jest wypełnianie woli Ojca. Zarówno w Jego życiu, jak i życiu wierzących. W swojej modlitwie, której nauczył uczniów, prosił: „Bądź wola Twoja!” (zob. Mt 6,10). W godzinie śmierci również poddany był woli Boga (Łk 22,42). Cała misja Chrystusa to pełnienie woli swojego Ojca (zob. J 4,34).

Także i w życiu ucznia naczelnym zadaniem jest podążać za wolą Ojca niebieskiego. To trudna droga. Wymaga wpierw rozeznania, podjęcia konkretnej decyzji i następnie wytrwałości w realizacji. W taki sposób uczeń staje się podobny swojemu Nauczycielowi, a więc: staje się członkiem Jego rodziny.

Pozornie wydaje się, że Jezus wypiera się swojej ziemskiej rodziny. Ale tak naprawdę zwraca uwagę na jej duchowy wymiar. Przecież zarówno Maryja, jak i Józef, są przykładami ludzi pełniących wolę Bożą. To oni są początkiem wielkiej rodziny wierzących w Mesjasza.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus napisała: „Doskonałość polega na tym, by spełniać wolę Boga. Być tym, czym On chce, byśmy byli”. Nasz Ojciec pragnie, byśmy stawali się w Nim jedną, kochającą rodziną ludzką. Stanie się tak, gdy rodzinnymi więzami będzie dla nas pełnienie woli Stwórcy. Gdy ta misja stanie się naszym codziennym pokarmem, będziemy nie tylko bliżej Boga, ale bliżsi sobie nawzajem.


poniedziałek, 19 lipca 2010

Wstydliwa sprawa


         Wtedy odezwali się do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Powiedzieli: "Nauczycielu, chcemy zobaczyć jakiś znak od Ciebie". A On w odpowiedzi rzekł im: "Zepsute i cudzołożne plemię domaga się znaku, lecz znak nie będzie mu dany poza znakiem proroka Jonasza. Jak bowiem Jonasz był we wnętrznościach potwora morskiego przez trzy dni i trzy noce, tak Syn Człowieczy przez trzy dni i trzy noce będzie w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy staną do sądu z tym plemieniem i potępią je, bo oni na wołanie Jonasza nawrócili się, a oto tu coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa stanie do sądu z tym plemieniem i potępi je, bo z krańców ziemi przybyła, aby posłuchać mądrości Salomona, a oto tu coś więcej niż Salomon (Mt 12,38-42)

 

Człowiek niedowierzający pragnie znaków potwierdzających jakąś prawdę. Dla człowieka wątpiącego jest szansa, że taki znak wystarczy. Dla człowieka niewierzącego, nawet największe znaki spotkają się z zatwardziałością i nie zostaną uznane. Zawsze znajdzie się jakieś ich uzasadnienie potwierdzające racje niewierzącego.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze wielokrotnie mogli naocznie widzieć wielkie znaki Bożej mocy, jakie działy się przez Jezusa. Mimo to, nie uwierzyli. Nawet w tak wymowny znak, jakim było powstanie z martwych Bożego Syna.

Chrystus wskazuje, że bardziej skłonni do wiary są poganie; w widzeniu elit żydowskich – ci, których nie należy stawiać w szeregach jedynego narodu wybranego. Mieszkańcy pogańskiego miasta Niniwy w imię Jahwe odwrócili się od swoich grzechów, słysząc przepowiadanie proroka Jonasza. Również królowa etiopska Saba wzbudziła w sobie zastanowienie nad słowami króla Salomona, uznając potęgę Boga.

Paradoksem jest, że właśnie poganie są skłonni wierzyć Jezusowi niźli ci, którzy do tej wiary zostali bezpośrednio wezwani. Taka sytuacja powinna wywoływać wielki wstyd w tych, którzy uważają siebie za wierzących.

Znaki Jezusa nie są demonstracją Jego siły. One wskazują na to, gdzie należy szukać źródła radości, pokoju i szczęścia. Ono znajduje się jedynie w Bogu. Może ci, którzy doświadczają swojej słabości i nie łudzą się swoją siłą, bardziej potrafią dostrzec potrzebę obecności Pana (i Jego znaków)?

Jednakże to chrześcijanie są wezwani do przyjęcia znaków Jezusa. Kto przyjmie, pragnie również o nich świadczyć swoim codziennym życiem.

Powinny zastanowić nas, ale i zawstydzić słowa Jezusa, że poganie będą sądzić tych, którzy uważają się za wierzących. Że złodzieje i prostytutki wyprzedzają nas w drodze do Królestwa.

 

niedziela, 18 lipca 2010

Przepis na lepszą cząstkę


        Podczas ich drogi wstąpił do pewnej wsi. Przyjęła Go kobieta imieniem Marta. Miała siostrę imieniem Maria. Ta usiadła u stóp Pana i słuchała Jego słów. Marta natomiast zajmowała się wystawną obsługą. Przystanąwszy powiedziała: "Panie, nic Cię to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy obsłudze? Powiedz jej, aby mi pomogła". Pan rzekł jej na to: "Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o tak wiele, a tylko jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą cząstkę i nie zostanie jej ona zabrana" (Łk 10,38-42)

 

Wybrać dobrą cząstkę nie jest łatwo. Zwłaszcza, kiedy obydwie są dobre.

Kultura żydowska nakazywała kobietom zatroszczyć się zawsze o posiłek dla gości. Był to powszechnie przestrzegany kanon. Marta okazała się więc wierna tradycji oraz roli kobiety w społeczności. Wydawałoby się, iż wybrała to, co powinna była wybrać każda dobrze wychowana i kulturalna Żydówka. Na tym tle to Maria zachowała się nie kulturalnie, skandalicznie i niewłaściwie. Jednak w oczach Chrystusa, patrzących w serce człowieka, wyglądało to inaczej.

Jezus znowu wywraca zastany porządek. Lecz czyni to jedynie po to, by zwrócić uwagę na sprawy duchowe, które powinny iść zgodnie w parze z tradycją oraz kulturą. To one stanowią priorytet działania dla Jego uczniów.

Życie nasycone jest kwestią wyboru: w naszej wolności możemy wybierać dobrze, albo jeszcze lepiej. Słuchanie Słowa jest najlepszym wyborem, gdyż daje potem możliwość kolejnych trafnych, dobrych wyborów w naszym codziennym życiu.

Na miłość Bożą nie musisz zasługiwać, przymilać się pełniąc dobre uczynki. Nie kupczy się prawdziwym miłowaniem. Kto kocha, potrafi i pragnie słuchać drugiej osoby. Owo miłosne wsłuchiwanie się w Słowo jest najlepszą cząstką, którą możemy wybrać.


sobota, 17 lipca 2010

Być kimś


    A faryzeusze po wyjściu powzięli przeciwko Niemu postanowienie, że Go zabiją. Jezus jednak, wiedząc [o tym], odszedł stamtąd. Za Nim poszło bardzo wielu. Uzdrowił ich wszystkich. Lecz upominał ich, żeby Go nie ujawniali. Tak spełniło się słowo, wypowiedziane poprzez proroka Izajasza: "Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym dusza moja złożyła swoje oczekiwania. Położę na Nim Ducha mojego i wyrok narodom ogłosi. Nie będzie się spierał ani głosu podnosił i nikt na ulicach Jego krzyku nie usłyszy. Trzciny uszkodzonej nie dołamie i tlącego się knota nie dogasi, zanim wyroku nie pośle po zwycięstwo. W Jego imieniu narody znajdą nadzieję" (Mt 12,14-21)

 

W obliczu niebezpieczeństwa Jezus nie chowa się i nie ucieka. Odchodzi. Tzn. oddala się, bo nie nadeszła jeszcze Jego godzina. Nie zaprzestaje jednak swojej misji. Nie żyje w ciągłym strachu i nie porzuca obranej drogi: uzdrawia, wyrzuca złe duchy, wskrzesza do życia, pociesza strapionych, nasyca biednych, naucza o Jahwe i Jego Królestwie.

Siłę oraz potwierdzenie słuszności drogi, którą kroczy czerpał z żywego Słowa. Jako Żyd był zakorzeniony w Biblii. Tylko człowiek, który żyje na co dzień Słowem Pańskim, odnajdzie swoją prawdziwą tożsamość, siłę do owocnego przejścia poprzez życie oraz zdolność do prawdziwego kochania wyrażoną w całkowitym oddaniu siebie innym.

Ewangeliści wielokrotnie przypisują słowo proroka Izajasza do Chrystusa. Żyjący długo przed nim prorok o znamiennym imieniu (hebr. Yesha'yahu = "Jahwe jest zbawieniem") utwierdza obraz Mesjasza nie jako zbrojnego wodza Izraela, lecz jako pokornego Baranka, głoszącego pokój, nadzieję i zbawienie dla wszystkich ludzi. To Słowo – obraz utwierdza tożsamość Jezusa Mesjasza.

Jeśli chcesz wiedzieć o sobie coś więcej – zacznij czytać Biblię! Tam znajdziesz wiele wskazówek, by odkryć swoją tożsamość. Czyniąc to, życie nabierze głębszego sensu.


piątek, 16 lipca 2010

Kombajn


       W tym czasie szedł Jezus w szabat wśród zbóż. Jego uczniowie byli głodni, więc zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to zobaczyli faryzeusze, powiedzieli do Niego: "Oto Twoi uczniowie robią to, czego w szabat robić nie wolno". On im odpowiedział: "Nie czytaliście, co zrobił Dawid, gdy był głodny, i inni z nim? Jak wszedł do domu Bożego i zjedli chleby pokładne, których jeść nie wolno było ani jemu, ani tamtym, lecz tylko samym kapłanom? Albo czy nie czytaliście w Prawie, że kapłani naruszają w świątyni szabat w szabaty, a są bez winy? Zapewniam was, że tu jest coś więcej niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy "miłosierdzia chcę, nie ofiary", nie osądzalibyście niewinnych. Bo panem szabatu jest Syn Człowieczy" (Mt 12,1-8)  

 

Spory Jezusa z faryzeuszami są zawsze sporami o człowieka. Jezus wczuwa się empatycznie w położenie każdego człowieka, zwłaszcza cierpiącego. Faryzeusze udają, że zajmują się losem ludzi, bo w rzeczywistości zatroskani są jedynie o swoją pozycję w społeczeństwie, o stwarzanie pozorów iż są osobami świątobliwymi i bogobojnymi.

Aż do absurdów rozbudowany system nakazów i zakazów, rzekomo oparty na Prawie, miał umacniać ich pozycję wśród ludu. W nim to faryzeusze wyodrębnili trzydzieści dziewięć rodzajów zajęć, których nie można było wykonywać w czasie szabatu, by go uświęcić. Wśród nich znajdował się zakaz przeprowadzania żniw.

Nic więc dziwnego, że faryzeusze postawili uczniom Jezusowym zarzut żniwobrania (za takie uznali zrywanie kłosów, zupełnie jakby uczniowie byli kombajnami!). Jezusowi zaś postawione domyślny zarzut, że źle wychowuje swoich uczniów.

Chrystus na podstawie Biblii ukazuje faryzeuszom ich błędne postrzeganie czasu szabatowego. Jest to uprzywilejowany, święty czas mający przybliżać ludzi do Boga. Nie może polegać na biernym i detalicznym zachowaniu przepisanych norm. Ma służyć człowiekowi. I tylko wtedy nabiera właściwego sensu.

Dla wierzących chrześcijan to sam Jezus stał się Szabatem: przebywanie z Nim i w Nim jest świętem. Im bliżej Niego więc, tym więcej prawdziwego świętowania. Tego, które opiera się na radości Ducha Świętego sprawiając, że życie zyskuje nowy wymiar.


czwartek, 15 lipca 2010

Lekki ciężar


     Przyjdźcie do mnie wszyscy ciężko pracujący i bardzo obciążeni, a ja wam ulgę przyniosę. Weźcie na siebie moje jarzmo i nauczcie się ode mnie, że jestem łagodny i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz swoich. Moje jarzmo jest miłe, a mój ciężar lekki" (Mt 11,28-30)

 

Zapewne każdy z nas może wpisać się na listę obciążonych życiem, przynajmniej w niektórych jego momentach. Będąc w takiej sytuacji, jednocześnie poszukuje się jakiegoś źródła ulgi. W czasie Jezusa nawet życie religijne przynosiło ciężar, który nakładali prostym ludziom elity religijne Izraela. Wielość przepisów, zakazów, nakazów... – w tym wszystkim zatracano to, co najważniejsze: człowieka. Prawo wywoływało więc w wielu poczucie zniewolenia i ucisku.

Chrystus wziął na siebie nasze ciężary. Jedyne jarzmo jakie nakłada, to jarzmo miłości. Miłości niełatwej, okupionej wiele razy cierpieniem, bólem, walką. Lecz to jarzmo miłości jest słodyczą, kiedy odczujemy Jego obecność obok. On dźwiga wraz z nami nasze niepowodzenia, trud i zniechęcenie.

Jest łagodny i pokornego serca. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem nakazów do przestrzegania. Jedynym, naczelnym jego prawem jest miłość. Wszystkie inne wskazania mają jej służyć i z niej wynikać. Z naszej strony potrzeba pokory, by przyjąć i realizować to prawo w codziennym życiu.

Więc... kochaj i czyń co chcesz! Ale najpierw kochaj...


środa, 14 lipca 2010

Prostaczkowie i mądrale


        W tym to czasie Jezus, kolejny raz przemawiając, powiedział: "Uwielbiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś to przed uczonymi i mądrymi, a odsłoniłeś małym. Tak, Ojcze, bo tak Ci się podobało. Ojciec mój wszystko mnie przekazał. A nikt nie zna Syna z wyjątkiem Ojca, ani Ojca nikt nie zna z wyjątkiem Syna i tego, komu Syn zechce odsłonić (Mt 11,25-27)          


Uwielbienie Boga w modlitwie Jezusa to zadziwienie się nad niezbadaną, Bożą pedagogią objawienia tajemnic Królestwa ludziom małym. Tak małym, jak Maryja i wielu świętych. Dlaczego?... Bo takie właśnie jest upodobanie Ojca.

Wiara ludzi prostych przyciąga ich do Boga, a wiedza i mądrość innych (związana często z pychą oraz pozorną „wszechwiedzą”) zasłania im Boga. Zbawia głęboka wiara, a nie sama wiedza o Bogu. Zbawia wiara, a nie zarozumiałość oraz satysfakcja z powodu własnych osiągnięć w pobożności.

Specjaliści od Boga i Jego spraw nie istnieją. Niektórzy prezentują się tak, ale to wyraz ludzkiej pychy. Bóg wymyka się ludzkiemu rozumowi; przekracza go. Poznać Boga można jedynie częściowo, otwierając się na to, ile i co chce nam przekazać. To uzależnione jest od tego, na ile nas stać by wypełnić się Bogiem. Jest On hojnym Dawcą i zawsze napełnia nas obficie i do końca. Im bardziej stać nas na pokorę serca (małość), tym bliżej możemy odczuć jego obecność.

Czyż nie na tym polega nasze chrześcijańskie dojrzewanie?


wtorek, 13 lipca 2010

Biada, biada, Babilon upada!


       Wtedy zaczął ganić te miasta, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że nie podjęły pokuty: "Biada ci, Korazin! Biada ci, Betsaido! Gdyby w Tyrze i Sydonie dokonały się te cudy, które się u was dokonały, to już dawno pokutować by zaczęły w workach i popiele. Lecz mówię wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dniu sądu niż wam. I ty, Kafarnaum, czy aż do nieba się wyniesiesz? - Aż do dna otchłani się poniżysz!!! Gdyby bowiem w Sodomie dokonały się te cuda, które się w tobie spełniły, zachowałaby się aż do dziś. Lecz zapewniam was, że sodomskiej ziemi lżej będzie w dniu sądu niż tobie" (Mt 11,20-24)


Miejsca ściśle związane są z ich mieszkańcami. To mieszkańcy tworzą wspólnie klimat danego miejsca.

Jezusowe „Biada!” odnosi się do grup ludzi, którzy nie uwierzyli w moc Jezusa, sprawiającą cuda. Ich sytuacja jest tragiczniejsza niż ziemi Sodomy.

Miarą wielkości jest pokora (z którą wiąże się też pokuta), miarą małości natomiast jest pycha („...czy aż do nieba się wzniesiesz?”). Patrząc na cuda, jakie dokonują się wokół nas nie można nie zadziwiać się wielkością Pana. Bez tego podziwu wiara może stać się jedynie smutną rzeczywistością nasyconą nakazami i zakazami. Wchodząc w głębię wiary, najpierw trzeba nauczyć się dostrzegać małe piękno wokół nas. Przystanąć i zadziwiać się. To może uczynić tylko człowiek pokornego serca. O takie serce trzeba prosić: umiejące przystanąć, zadziwić się, ujrzeć cuda Bożej miłości, nie lękające się, pokorne, dostrzegające innych.

„O mój Jezu, cichy i pokorny, uczyń serce me według serca Twego!”


poniedziałek, 12 lipca 2010

Rodzinne gniazdko


     Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 10,34-39)

 

Jak Ktoś będący Pokojem może przynieść miecz?... Jak Jezus, człowiek niosący pokój może przynosić spory?

Chrystus mówi o wewnętrznym sporze w nas samych. Człowiek ma tendencję samemu kreować swoje życie. Stwarzanie jest zadaniem tylko i wyłącznie Stwórcy!

Nauczyciel jasno przedstawia program życia dla tych, którzy chcą za Nim podążać. W jego centrum stoi miłość. Miłość do Chrystusa, kiedy staje się najważniejsza w życiu uczniów, nie tylko nie separuje od miłości rodzinnej, ale ją ubogaca. Ale wpierw musi być na pierwszym miejscu. Bez tego uczeń rozdarty jest pomiędzy miłością a Miłością. Scalenie obydwu miłości jest trudne; często to droga krzyżowa. Kto straci jednak swoje życie (wyzbędzie się wszelkiego egoizmu), znajdzie je: nowe, piękne, prawdziwe oraz wieczne.

Rodzina może stać się bożkiem, i często tak jest w życiu chrześcijan. Być może Bóg znajduje się we wspólnym programie życia, ale nie jest na pierwszym jego miejscu. Życie przynosi problemy, z którymi trzeba się wspólnie zmagać. Rozwiązując je w oparciu o Boga nawet z najtrudniejszych wychodzi się zwycięsko. Próbując je rozwikłać bez Boga istnieje spore ryzyko niepowodzenia.

Bóg jest Miłością. Jeśli postawimy ją na pierwszym miejscu w naszym życiu, także ta miłość rodzinna zyska. Bo będzie osadzona na mocnym fundamencie wiary, nadziei i miłości, a nie oparta na naszej często słabej, ludzkiej, ziemskiej miłości.

Warto zainwestować w Miłość, która przemienia naszą miłość w cud wzajemnego życia blisko obok siebie. Scala Boga z człowiekiem w rodzinnym uścisku i pozwala kosztować radości prawdziwego kochania, bez separacji na miłość ludzką i tę Bożą.


niedziela, 11 lipca 2010

Mój bliźni


      Wystąpił jakiś znawca Prawa i wystawiając Go na próbę, zapytał: "Nauczycielu, co powinienem uczynić, aby osiągnąć życie wieczne?" On mu rzekł: "Co jest napisane w Prawie? Jak tam czytasz?" Odpowiadając powiedział: "Będziesz miłował Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, i całą swoją duszą, i całą swoją mocą, i całą swoją myślą, a bliźniego swego jak samego siebie". Rzekł mu: "Poprawnie odpowiedziałeś. Czyń to, a będziesz żył". A on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: "Ale kto jest moim bliźnim?" Podejmując to, Jezus powiedział: "Pewien człowiek szedł z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ograbili go, zadali mu rany i odeszli, porzucając na pół umarłego. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan. Gdy jednak go zobaczył, ominął bokiem. Podobnie lewita, który także znalazł się w tym miejscu, gdy zobaczył, ominął bokiem. Do tego samego miejsca doszedł też odbywający podróż Samarytanin i wzruszył się, gdy zobaczył. Przybliżył się, opatrzył jego rany, lejąc na nie oliwę i wino, wsadził go na swoje bydlę, zawiózł go do zajazdu i zajął się nim. Nazajutrz wyjął dwa denary, dał właścicielowi zajazdu i powiedział: Pielęgnuj go. Jeśli coś więcej wydasz, gdy będę wracał, oddam ci. Który z tych trzech okazał się, twoim zdaniem, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?" Odpowiedział: "Ten, który okazał mu miłosierdzie". Jezus mu rzekł: "Idź i ty czyń podobnie" (Łk 10,25-37)

 

Kto jest moim bliźnim? Pytanie, które usiłuje zawęzić przykazanie miłości. To jakby zapytać: Których ludzi mam miłować?

W przypowieści Jezus pokazuje, że bliźnim jest każdy człowiek, a zwłaszcza ten znajdujący się w potrzebie. Prawdziwa miłość przekracza wszelkie granice oraz uprzedzenia. Żydzi mieli awersję względem Samarytan. Podobnie więc Samarytanie stronili od Żydów. Gest miłosierdzia Samarytanina przekroczył barierę uprzedzeń, zawiści i pogardy. Nie ominął człowieka w potrzebie, jak to uczynili z pozoru bardzo pobożni członkowie elit żydowskich. Oni widzieli w pół zmarłym przy drodze człowieku tylko jakiegoś kłopotliwego grzesznika, który mógłby zbrukać ich świętość. Wyryte w ich sercach przekonanie o tym, że zadawanie się z takimi ludźmi nie przynosi żadnych korzyści. Samarytanin zobaczył w cierpiącym – po prostu człowieka!

„Idź i ty czyń podobnie!” To imperatyw Jezusowej miłości. Zobaczyć bliźniego w każdym spotkanym człowieku. Tym codziennie mijanym i tym spotykanym tylko raz jeden w życiu. Nie przejść obojętnie obok potrzebującego naszej obecności. Czy nie to jest streszczeniem Ewangelii naszego Pana? Czyń to, a będziesz miał w sobie życie.


sobota, 10 lipca 2010

Ważniak


       I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który i duszę, i ciało może zgubić w piekle. Czyż nie sprzedaje się dwóch wróbli za asa? A z nich ani jeden nie spadnie na ziemię [bez zgody] waszego Ojca. I nawet wszystkie wasze włosy na głowie są policzone. Więc się nie bójcie. Wy więcej jesteście warci niż wiele wróbli. Do każdego, kto przyzna się do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; a każdego, kto mnie się wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10,28-33)

 

Ażeby owocnie żyć, należy odseparować sprawy ważne od tych mniej ważnych i zupełnie nieważnych. To niezbędny element misji uczniów Jezusa. Odwaga naśladowców Chrystusowych osadzona jest na bezwzględnym zaufaniu Ojcu, który – poprzez wszelakie próby – prowadzi ku radości zbawienia. Kwestia zaufania prowadzeniu Bożemu wypełnia stronice Ewangelii.

Wszystkie włosy na głowie są policzone. Czyli: Bóg zna cię lepiej niźli ty sam. A jeśli jest kochającym Ojcem, nie pozwoli zrobić krzywdy swoim dzieciom.

Wyrodne to dziecko, które wypiera się znajomości z tak kochającym Ojcem! Rodzi się pytanie o wiarygodność naszego świadectwa przed ludźmi. Nasze codzienne życie według programu ewangelicznego może stać się dla innych szansą na powrót do miłości Stwórcy. Ale również może być poważną przeszkodą dla tej szansy. Odpowiedzialność chrześcijan jest wielka, bo poważny jest cel ich misji wobec świata. Dotyczy bowiem życia i śmierci.


piątek, 9 lipca 2010

Nie-bajka o wilkach i owcach


      Oto ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie zatem uważni jak węże i czyści jak gołębie. Bądźcie ostrożni wobec tych ludzi, bo wydawać was będą do sądów, a w swoich synagogach poddawać was będą chłoście. Z mojego powodu poprowadzą was przed namiestników i królów na świadectwo przeciw sobie i poganom. A gdy was wydadzą, nie martwcie się, jak albo co powiedzieć macie. W owej godzinie będzie wam podane, co macie powiedzieć. Bo to nie wy mówicie, lecz Duch Ojca waszego mówi przez was. Brat brata wyda na śmierć, a ojciec [swoje] dziecko. Dzieci powstaną przeciw rodzicom i na śmierć ich skażą. Będziecie znienawidzeni przez wszystkich z powodu mojego imienia. Kto jednak wytrwa do końca, będzie zbawiony (Mt 10,16-22)

 

Autentyczne świadectwo chrześcijan związane jest zawsze z trudem oraz potencjalnym niebezpieczeństwem. Często mogącym nadejść niespodziewanie i z najmniej oczekiwanej strony. Stąd potrzeba rozwagi w misji, ostrożności i czystości w intencji, działaniu, życiu. Te dary są ofiarowane uczniom przez Ducha Świętego. Rozwija je w nas współpraca z Jego mocą.

Dlatego, kiedy nadejdą przeciwności, nie trzeba przygotowywać wymyślnych schematów obronnych, tylko przyodziać się w moc Ducha Parakleta. Chodzić w jego świetle, a On sam będzie tarczą przeciwko złu. Prześladowania niekoniecznie muszą siać zniszczenie pośród uczniami, lecz mogą być narzędziem wzrostu ich wiary, zaufania oraz świętości. „Kto wytrwa do końca, będzie zbawiony”.

Sytuacja bezbronnej owcy pośród stada drapieżnych wilków jest beznadziejna. Chyba, że obok jest troskliwy pasterz. Dlatego dla uczniów jak najściślejszy kontakt z Pasterzem jest niezbędnym oraz podstawowym elementem ich misji w świecie, który podstępnie kusi pozorem obietnic, w rezultacie prowadzących do zatracenia.

Wytrwać w Jezusie. Do samego końca. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Wytrwać w Miłości. Tak naprawdę tylko to jest misją uczniów Pana i pomimo trudu, przynosi pokój oraz radość.


czwartek, 8 lipca 2010

Pakiet ubezpieczeń


       Idźcie i głoście, mówiąc: "Już blisko jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie ogarniętych niemocą, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, usuwajcie demony. Za darmo otrzymaliście, darmo dajcie. Nie bierzcie złota, ani srebra, ani miedzi w swych pasach, ani torby na drogę, ani dwóch ubrań, ani sandałów, ani laski, bo wart jest robotnik swojego pożywienia (Mt 10,7-10)

 

Ogłaszanie królestwa wiąże się z konkretnymi znakami Bożej obecności wśród ludzi. One są nie tylko zapowiedzią, ale też realizacją królestwa. Uczestnictwo w tej rzeczywistości to darmowa łaska, która również darmowo ma być przekazywana innym ludziom. Misja przekazywania innym Ewangelii wiąże się z zaufaniem wobec prowadzenia Boga poprzez to zadanie. Nie jest to łatwe! Bo człowiek przeważnie szuka marginesu bezpieczeństwa, ewentualnego sposobu ucieczki, zabezpieczeń.

Ażeby misja przebiegła pomyślnie, uczeń Jezusa winien całkowicie zaufać Bogu, który sam zatroszczy się o swoje sługi. Jak można głosić innym dobroć Boga Wybawiciela, kiedy samemu nie ufa się do końca w Jego dobroć i troskę o człowieka?

Im bardziej zaufamy, tym więcej cudów ujrzymy. W nas samych i wokół nas.


środa, 7 lipca 2010

Prymusi?


     Przywołał swoich dwunastu uczniów i dał im władzę nad duchami nieczystymi, aby je usuwali i leczyli każdą chorobę i każdą niemoc. Imiona dwunastu apostołów są te: pierwszy - Szymon, nazywany Piotrem, i Andrzej, jego brat; Jakub, [syn] Zebedeusza, i Jan, jego brat; Filip i Bartłomiej; Tomasz i Mateusz poborca; Jakub, [syn] Alfeusza, i Tadeusz; Szymon Kananejczyk i Judasz Iskariota, ten właśnie, który Go wydał (Mt 10,1-4)

 

Lista apostołów. Wywodzą się z grona uczniów, zostali przygotowani do misji oraz musieli się w niej sprawdzić. Patrzyli na cuda Jezusa, słuchali Jego nauczania, przebywali blisko Mistrza. Kiedy patrzymy na imiona wybrańców możemy spostrzec, jakie bogactwo osobowości się w nich kryje! Nie byli ludźmi idealnymi: bracia Jakub i Jan – karierowicze; Piotr – raptus, który trzy razy zaparł się Jezusa... Jest też Judasz: „ten właśnie, który Go wydał”. Grono zwykłych ludzi, ze swoimi wadami i problemami, radościami i zaletami.

W gronie wybranych poprzez chrzest uczniów Jezusowych jest też i miejsce dla każdego z nas. Nie potrzeba być idealnym, by stać się uczniem Pana. Wystarczy to, co charakteryzowało apostołów: oddanie, zaufanie, zawierzenie, przywiązanie do Jezusa.

Wszystkich, oprócz Judasza. On nie dowierzał w miłość Nauczyciela, która przebacza największe nawet zdrady i odejścia. Uczeń to ten, kto się uczy. Chrześcijanin to człowiek, który w bliskości Chrystusa uczy się wiary, nadziei oraz miłości. Pokonywać swoje słabości, aby bez przesłony grzechu wpatrywać się w oblicze Boga i w oczy drugiego człowieka.


wtorek, 6 lipca 2010

Odpowiedź


        Gdy tamci odchodzili, przyprowadzono do Niego opętanego niemowę. Kiedy demon został usunięty, niemy odzyskał mowę. A tłumy ze zdziwieniem mówiły: "Nigdy czegoś takiego nie widziano w Izraelu". Faryzeusze natomiast orzekli: "Wyrzuca demony za sprawą przywódcy demonów". Jezus obchodził wszystkie miasta i wsie, ucząc w ich synagogach, głosząc ewangelię o królestwie i uzdrawiając z każdej choroby i z każdej niemocy. Patrząc na tłumy, wzruszył się z ich powodu, bo byli strudzeni i leżeli jak owce nie mające pasterza (Mt 9,32-36)

 

Psychologiczna zagrywka wobec przeciwnika: oskarżyć o to, co zupełnie przeciwne wartościom wyznawanym przez daną osobę. Liczyć na wyprowadzenie z równowagi adwersarza, obniżyć jego wartość w oczach ludzi. Wielu tak właśnie czyni, nie umiejąc znaleźć odpowiednich argumentów z rozmowie.

Sprawa szatańska: oskarżyć Jezusa, który jest samym dobrem i miłością, o współpracę z szatanem, który jest samym złem i nienawiścią. Co Jezus czyni wobec takiego zarzutu? Odpowiada nie słowem, ale przykładem życia: po prostu kontynuuje swoją zbawczą misję. Głosi Ewangelię królestwa. I wzrusza się bezradnością ludzi, którzy za przywódców mają osoby dalekie od prawdziwego obrazu pasterza. Są niemocni wobec takiego stanu rzeczy. Ale nie Chrystus! On ma moc przemiany oraz uzdrawiania ludzkich relacji, serc i historii człowieka.

Nasza odpowiedź na zarzuty wobec Jezusa i Jego Kościoła powinna być taka sama. Bez agresji, odwetu słownego – odpowiedź dana życiem. Ze złem się nie pertraktuje. Zło zwycięża się dobrem.


poniedziałek, 5 lipca 2010

Krew na płaszczu


       Wtedy właśnie jakaś kobieta, od dwunastu lat chorująca na upływ krwi, dotknęła z tyłu skraju jego płaszcza. Bo mówiła sobie: "Jeśli dotknę choćby Jego płaszcza, będę ocalona". Jezus odwrócił się i gdy ją zobaczył, powiedział: "Odwagi, córko, twoja wiara przyniosła ci ocalenie". Od tej godziny była już zdrowa (Mt 9,20-22)

 

Sytuacja kobiety cierpiącej na krwotok była tak trudna, że ta bezimienna niewiasta znajdowała się na granicy życia. Upływ krwi oznaczać może zbliżanie się do śmierci. Krew bowiem w pojęciu współczesnych Jezusowi była substancją noszącą w sobie życie. Czyli, z każdym kolejnym krwotokiem upływało z kobiety życie (chęć do życia). Była być może na skraju załamania, myślała może o samobójstwie. I ta myśl męczyła ją przez długi czas: dwanaście lat nieustannych udręczeń. W dodatku nie miała w nikim oparcia, bowiem – zgodnie z przyjętym Prawem żydowskim – nieustannie przebywała w stanie nieczystości. Była wyrzucona na margines życie społecznego. Odrzucona przez wszystkich dookoła.

Ale nie przez Jezusa. On potrafił ją dostrzec w tłumie. Jako jedyny spośród wielu otaczających ją ludzi. Jako jedyny od dwunastu lat.

W spojrzeniu Chrystusa następuje spotkanie Boga z człowiekiem. Jednakże ze strony człowieka potrzeba choćby odrobiny wiary w moc Chrystusa Mesjasza, która otwiera drogę do innego życia. Wiara ocala. Jej mocą Jezus przywraca do życia. Rodzi się nowe życie: dla zrezygnowanych istnieniem, nieustanną codzienną walką o lepsze jutro, odrzuconych przez wszystkich, czujących się samotnie. Dotknąć się chociażby płaszcza Jezusa. I to wystarczy!